Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Przychodzi baba do reżysera
Występują: Baba, Reżyser.
Baba – Czy ma pan jakieś uprzedzenia rasowe?
Reżyser – Nie.
Baba – A wyznaniowe lub obyczajowe?
Reżyser – Nie. Skąd takie przypuszczenia?
Baba – A jakieś uprzedzenia wobec mniejszości seksualnych?
Reżyser – Do czego pani zmierza?
Baba – Muszę się upewnić zanim zaproponuję panu współpracę. Bo widzi pan, ja wychowuję samotnie troje dzieci.
Reżyser – O, biedne maleństwa.
Baba – No, nie takie znowu maleństwa. Wszyscy trzej wzrostu są raczej słusznego i w razie czego...
Reżyser – Że co?
Baba – Nic. Przejdźmy do rzeczy. Jestem Murzynką.
Reżyser – Nie wygląda pani.
Baba – Michael Jackson też był wybielony i nikt nie miał mu tego za złe, ale w naszym zaścianku...
Reżyser – Mówiła pani coś o przejściu do rzeczy.
Baba – Tak. No więc prócz tego o czym wspomniałam, jestem jeszcze lesbijką i muzułmanką wyznania Mojżeszowego.
Reżyser – Czy w tych wyznaniach nie ma jakiś sprzeczności?
Baba – Zamierza pan kwestionować moje słowa?
Reżyser – Przejdźmy do rzeczy. Co mogę dla pani zrobić?
Baba – Zatrudnić mnie w roli Julii. Słyszałam, że kompletuje pan zespół do „Romea i Julii” Szekspira.
Reżyser – Rzeczywiście. Ale jak pani zapewne wie, Julia miała dwanaście lat.
Baba – Tak, ale to było bardzo, bardzo dawno temu.
Reżyser – Zapewne. W tej chwili liczyłaby sobie lat kilkaset.
Baba – Sam pan widzi. A zatem jestem od niej sporo młodsza. Nie zamierza pan chyba w roli Julii obsadzić jakiejś blondynki?
Reżyser – Ma pani coś przeciwko blondynkom?
Baba – Wie pan chyba jaką mają opinię?
Reżyser – Wiem, chociaż przyznam, że nie wiem, kto im te buty szyje.
Baba – Jakie buty?
Reżyser – Tak się mówi.
Baba – Aha, tak się tylko mówi. Już ja znam te wykręty. Dostanę tę rolę, czy nie?
Reżyser – Przykro mi, ale muszę odmówić.
Baba – To może chociaż zagram Romea?
Reżyser – Brak pani kwalifikacji.
Baba – Co!? Mnie, prawdziwej Europejce brak kwalifikacji? No, tego należało się spodziewać! To panu brak poprawności politycznej, proszę pana! Powiem więcej, jest pan: szowinistą, faszystą, rasistą, klerykałem i antysemitą! Ot co! (oburzona wychodzi).
Dawno, dawno temu, w pewnej wiosce w Indiach pewien mężczyzna obwieścił,
że będzie kupował małpy płacąc po 10 drahm za sztukę. Wieśniacy, widząc,
że małp dookoła pod dostatkiem, wyruszyli do lasu, aby je łapać. Mężczyzna
kupił tysiące małp po 10 drahm, ale kiedy ich populacja zaczęła się
zmniejszać, wieśniacy zaprzestali starań. Mężczyzna zatem ogłosił, że
zapłaci za małpę 20 drahm. To sprawiło, że wieśniacy wzmogli starania i
znowu zaczęli łapać małpy. Wkrótce populacja małp jednak spadła jeszcze
bardziej i ludzie zaczęli wracać do swoich gospodarstw. Stawka została
podniesiona do 25 drahm, a małp zrobiło się tak mało, że problemem było w
ogóle zobaczyć jakąś małpę, a co dopiero ją złapać. Mężczyzna zatem
ogłosił, że kupi małpy po 50 drahm za sztukę! Ponieważ jednak musiał udać
się do miasta w ważnych interesach, jego asystent pozostał w wiosce, aby
prowadzić skup w jego imieniu. Pod jego nieobecność asystent zaproponował
wieśniakom:
- Popatrzcie na tę ogromną klatkę i te wszystkie małpy, które zebrał.
Sprzedam je wam po 35 drahm, a gdy mężczyzna wróci z miasta, odsprzedacie
mu je po 50 drahm.
Wieśniacy wydobyli wszystkie oszczędności i wykupili wszystkie małpy. I
nigdy więcej nie zobaczyli ani owego mężczyzny, ani jego asystenta, tylko
wszędzie... małpy. Witajcie na GIEŁDZIE!