J. Chmielowska: Nie czekali aż ich zabiją
data:22 lutego 2013     Redaktor: MichalW

Władysław Babiński - rocznik 1921r. był aresztowany po wsypie, jaka objęła siatkę „Stragan”. Ponad rok siedział w wiedeńskim więzieniu Margarethen. Wola życia była tak duża, że  prawie cały ten czas przygotowywał ucieczkę. W Cieszynie czekała na niego narzeczona.  Miał dużo szczęścia

 

 Trafił na Franza Fronka, strażnika, któremu popsuło się wieczne pióro. Chętnie je naprawił. Przed wojną ojciec Babińskiego miał w Cieszynie fabryczkę galanteryjną, produkującą między innymi wieczne pióra. Strażnik miał więc dodatkowy zarobek, przynosił od znajomych pióra, które Babiński naprawiał. Kiedyś trafił w jego ręce bardzo cenny „Matador” ze złotą stalówką. Babiński oświadczył, że na miejscu naprawa jest niemożliwa i trzeba wysłać pióro do znajomego w Cieszynie. Strażnik zgodził się. Do środka pióra Babiński włożył list do rodziny, z prośbą o przysłanie fałszywych dokumentów, oraz ubrania na adres Agnieszki Trojek – Cieszynianki, pracującej jako pomoc domowa w Wiedniu. Największymi przeszkodami na drodze do wolności były: półtorametrowej grubości mur, opuszczenie się z drugiego piętra na pas pilnowany przez strażnika i trzymetrowy mur, uzbrojony drutem kolczastym.

Więźniowie produkowali w celach guziki do mundurów. Magazyn znajdował się na tym piętrze, gdzie była cela Babińskiego. Dzięki Fronkowi, Babiński pracował przy dostawie surowców i odbiorze gotowych produktów. Pomagał też dr. Englischowi, podrzucając nadwyżki od innych więźniów. Ratował go w ten sposób przed sankcjami za niewykonanie planu przez okrojenie i tak głodowych więziennych racji żywieniowych. Głównie jednak skupiał się nad przygotowaniem ucieczki.

Prace Bobiński wykonywał razem z współwięźniem ze swojej celi Vladimirem Hofrikiem, Austriakiem czeskiego pochodzenia, który był skazany na trzy lata więzienia za to, że płacił składki na partię komunistyczną. Wspólnie zaczęli po kryjomu w ścianie magazynu wybierać cegły za pomocą łomu przeznaczonego do otwierania skrzyń. Rozdrobnione cegły wynosili w kieszeniach do ubikacji, a ślady wybijanego otworu maskowali skrzynkami. Oprócz tego obydwaj, dzięki swej pracowitości, zostali zatrudnieni dodatkowo przy okresowej wymianie prześcieradeł w celach. Polacy leżeli na gołych siennikach, innym przysługiwały prześcieradła. Przy każdej takiej okazji  odcinali z prześcieradeł wąski pas tkaniny, przeznaczony na sporządzenie liny” – czytamy na str. 115 w książce Oswalda Guziura i Mieczysława Starczewskiego „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK”.

Gryps do rodziny dotarł. U Agnieszki Trojek czekały dokumenty i ubranie. Narzeczona Babińskiego, Hilda Kuchejdzianka przywiozła w pierwszych dniach stycznia do Wiednia najbardziej poszukiwaną w III Rzeszy w 1945r. walutę  – poćwiartowane pół świniaka.  Adwokat Erich Führer przekupił kogo trzeba i narzeczeni na widzeniu omówili szczegóły „ewakuacji” Władysława. 17 lutego 1945 r. wręczono Babińskiemu akt oskarżenia, a nazajutrz zabrano z celi współwięźnia, z którym przygotowywał ucieczkę i odesłano do KL Mauthausen. Do celi trafił starszy wiekiem austriacki tramwajarz, którego Babiński zmuszał do forsownej gimnastyki, udając psychicznie chorego. Dzięki temu współlokator celi nie  zauważył zniknięcia uciekiniera, gdyż zmęczony i ledwo żywy spał kamiennym snem.

Babiński otworzył uprzednio spreparowany przez siebie zamek od drzwi celi, wyszedł na korytarz i minął szczęśliwie pokój wartowników, zajętych grą w karty. Wszedł do magazynu (zawsze otwartego), odczekał, aż ucichną kroki przechodzącego dołem strażnika, obchodzącego w cyklach 20 minutowych przyległy rejon, spuścił się po linie i po kilku minutach już był na ulicy. Było to 18 lutego wieczorem.” – opisali autorzy cytowanej już ksiązki (s. 116). Dwa dni po ucieczce, na dworcu Nord-West, kupił za 100 RM mundur od kolejarzy, którzy po powstaniu warszawskim dotarli aż do Wiednia. Dostał w prezencie też młotek do ostukiwania kół i szkolenie, jak to się fachowo robi. Ten młotek umożliwił mu spokojne przekroczenie granicy z Protektoratem Czech i Moraw. Nikt nie interesował się kolejarzem na służbie. Rozprawa odbyła się 23 lutego 1945r. już bez udziału oskarżonego. Został skazany na karę śmierci.  Wyjazd z Wiednia opóźnił się, bo Babiński został ranny podczas bombardowania. Bez problemu dotarł do Ostrawy. Jednak na drodze do Cieszyna, miał do pokonania jeszcze raz granicę Protektoratu. Na dworcu kolejowym spotkał dwie kobiety rozmawiające po polsku. Oględnie poprosił o pomoc. Jedna z nich błyskawicznie zniknęła. Pojawił się natomiast gestapowiec, któremu nie podobały się dokumenty 32-letniego mężczyzny ze zdjęciem 24 latka i wymizerowany ich posiadacz. Babiński próbował ucieczki niestety został złapany i nie udało mu się skutecznie wyrzucić akt oskarżenia. Ranny w obydwie nogi i głowę, został schwytany. Na posterunku dworcowym pokazano mu list gończy z wyznaczoną nagrodą 5 tys. RM. Machina urzędnicza Rzeszy działała pomimo kończącej się wojny.  25 lutego, czyli zaledwie dwa dni po wyroku, list gończy pojawił się nawet w Ostrawie. W podróży pociągiem do Wiednia eskortowało go dwóch gestapowców. Ciężko ranny Babiński leżał na ławce, a Niemcy z nudów popijali. Gdy zasnęli, podszedł do niego pasażer z sąsiedniego przedziału i spytał po czesku, w czym mógłby pomóc. Babiński podał swoje nazwisko i prosił o powiadomienie Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (MCK) z siedzibą w Wiedniu przy Rennweg 1.  Dość szybko w celi więziennego szpitala zjawił się przedstawiciel MCK, wymusił na dyrektorze więzienia rozmowę sam na sam z rannym. Babiński dowiedział się, że front zbliża się do Wiednia i musi za wszelką cenę utrzymywać wysoką temperaturę, gdyż Niemcy rygorystycznie przestrzegają procedur.  Skazanego muszą najpierw wyleczyć, aby wykonać wyrok. Prawo niemieckie zakazywało egzekucji chorych skazańców.

W rozdrapywaniu i zakażaniu ran pomagał mu sanitariusz Antosik - Polak. Tak dotrwał do 6 kwietnia 1945r. - dnia wkroczenia wojsk sowieckich do Wiednia. Niestety, 18 skazanych na śmierć członków siatki „Stragan” dokładnie, w przeddzień, tj. 5 kwietnia popędzono z więzienia na zachód. Babiński pisał w więzieniu pamiętnik - ich nazwiska się  w nim znalazły.

W szpitalu MCK opiekował się Babińskim polski lekarz dr Alfons Reguła. Powrót do zdrowia następował długo. Był wyczerpany dwuletnim głodem w więzieniu i chorobą. Dopiero 20 lipca 1945 r. wrócił do Cieszyna. Nie długo cieszyła się nim rodzina i narzeczona. Już dwa dni później, czyli 23 lipca został aresztowany przez UB. Zarzucano mu zamach na dwóch sowieckich generałów i wysadzenie sowieckiego pociągu w Krakowie – Płaszowie. Prawie pół roku przebywał w więzieniu w Cieszynie. Na nic zdawało się tłumaczenie, że w ciągu niecałych dwóch dni nikt nie jest w stanie przygotować i przeprowadzić taką akcję. W końcu wypuszczono go, ale z zakazem powrotu do Cieszyna i pojawiania się w strefie przygranicznej. Nakazano Władysławowi Babińskiemu zamieszkanie w Zabrzu.

Dowódcy śląskiego wywiadu AK bardzo dbali o bezpieczeństwo swoich podkomendnych. Znany z tego był Karol Błaszczyk szef siatki. „Lido”. Wiedział, że w razie wpadki czeka ich wyrok śmierci. W swoich wspomnieniach przytacza rozmowę z Siemiginowskim - szefem II Oddz. Okręgu Śląskiego AK. „Miałem spotkanie u „Piotrusia” z szefem. „Wiktor” wydaje mi rozkaz, aby bezwzględnie do następnego raportu – a więc do tygodnia – zdobyć uzupełniające szczegóły do danych z przedstawionego raportu. Odpowiedziałem, że postaram się te dane wydostać, ale żadnych rozkazów co do wykonania tego w tym terminie dawać nie będę, bo termin dla mnie jest mniej ważny niż strata człowieka. Na to „Wiktor” zirytowany powiada – >>Trudno, Kolego straty muszą być.<<  Na to gwałtownie  zareagowałem: -  Jeśli muszą być…. To niech się Pan da powiesić! Wiktor zdębiał. Ale opanował się i zreflektował. Nic nie odpowiedział, zaskoczony moim wystąpieniem. Ja ze swej strony żałowałem swego wystąpienia, ale odtąd nie miałem już na ten temat trudności, a nasz stosunek ułożył się na płaszczyźnie >>synowsko- ojcowskiej<< ” ( za „Lido i Stragan” s. 47).

Jakże inne stosunki panowały wśród wolnych duchem Polaków. Nie byli zniszczeni rosyjskim wszędobylskim służalstwem.  Iluż naszych rodaków potrafi i chce się postawić przełożonym? Skutki władzy potakiwaczy i miernot widzimy w III RP.      

Pracujący w wywiadzie AK stykali się na terenie Niemiec z więźniami różnej narodowości,  zatrudnionymi w przemyśle zbrojeniowym. „Od radzieckich jeńców wojennych dowiadywali się o stosunkach i nastrojach antyrosyjskich wśród narodów ZSRR.  Kirgizi w swoim przysłowiu mówili: „jeżeli masz rosyjskiego przyjaciela, trzymaj kamień w zanadrzu". Brzydki chłopiec w Uzbekistanie nazywa się "Urusbaj" - podobny do Moskala. Jeńcy wojenni ze strachem ujawniali, jak władza sowiecka wywoziła całe narody, od Tatarów, Czeczenów, Kaukazczyków, Kozaków poczynając, kończąc na Litwinach, Łotyszach, Estończykach. Nawet Jugosłowianie mieli swoje Katynie.” napisał Tadeusz Bielewicz w artykule „ŻYCIE I PRAWDA POTRAFIĄ BYĆ CIEKAWE - O WYWIADZIE ZWZ-AK i kpt. KAROLU E. BŁASZCZYKU” 

 (http://www.forum.man.pl/archiwa/2002/nfg4/Bielewicz.html).

Cóż z tego, że wywiad AK przekazał przez kontakty inspektoratu rybnickiego informacje o produkcji kadłubów do rakiet V1 i V2 w zakładach Jäckel i Mücke-Melder we Frysztacie. Dane produkcyjne tej supernowoczesnej broni były dla aliantów wprost bezcenne. Śląskie siatki wywiadowcze uzupełniały się. Niemal 80% informacji wywiadowczych z terenu Rzeszy dawał polski wywiad.  Szybko jednak zapomnieli sojusznicy o Polakach.

„Wojna się zakończyła, lecz ognisko raka nie zostało wypalone. Nowa aneksja nazywała się "oswobodzeniem". Władza komunistyczna zaczęła niszczyć najwartościowszy element niepodległościowy. W tej sytuacji Okręg Śląski AK nie od razu złożył broń. Rozkaz o ujawnieniu, komendant "Walter" wydał dopiero w ostatnich dniach września 1945 r. Nastąpiła fala aresztowań i wywózek do ZSRR. Nie ominęły one także członków Grupy "Lido", z por. Błaszczykiem na czele. Więzieni byli w Gliwicach. Ich jedynym przestępstwem była miłość Ojczyzny. Tam gdzie było tysiąc ofiar, było tysiąc katów. Świat pokrył milczeniem zbrodnie w Polsce. Tego nie wolno zapomnieć, bo przyszłe pokolenia nam nie wybaczą. Aresztowani znaleźli się w sytuacji złapanej ryby, wybór był między patelnią i garnkiem. Przesłuchujący - najczęściej o mentalności neandertalczyka - operowali argumentami: "my wszystko wiemy, ale wy musicie się sami przyznać, opowiedzieć i do protokołu zapodać..." – kontynuuje w swojej pracy Tadeusz Bielewicz.

Po apelu gen. Jankego – dowódcy Okręgu Śląskiego AK, wielu członków śląskiej AK się ujawniło. W skali kraju było to 50 tys. osób.  Oni w swej niewiedzy, z kim mają do czynienia, ujawnili następnych kolegów i tak zaczęły się potworne aresztowania i wywózki. Karol E. Błaszczyk został skazany na 6 lat.

W tym procesie oskarżycielami i sędziami byli ludzie, nie mający nic wspólnego z narodem polskim, oprócz żywiołowej do niego nienawiści. Występowali w imieniu Polski, rzekomo „ludowej”, i okaleczonym językiem, którego nie zdążyli się poduczyć, skazywali tych, co z narażeniem życia służyli Polsce. W ten sposób stawali się kontynuatorami dzieła hitleryzmu i niszczyli to, czego Niemcy zniszczyć już do końca nie zdołali”.  - czytamy w książce Guziura i Starczewskiego s. 49.  

Karolowi Blaszczykowi przyszło uciekać z rąk polskich sowieciarzy. Nie zamierzał testować na sobie komunistycznej sprawiedliwości. Więźniowie wychodzili do pracy poza mury więzienia. „Pewnego razu zauważył, że pilnujący grupy więźniów strażnik jest ogromnie zatroskany. Zwierzył się, że ma ogromne zmartwienie, bo zastano go śpiącego podczas służby wartowniczej i grozi mu surowa kara. „Lido” przekonał go, że w tej sytuacji chyba najlepiej będzie uciec. Opracowano plan ucieczki. Przyjaciel i najbliższy współpracownik „Lido” -  Jan Kohót, zaopatrzony w dwa cywilne ubrania, oczekiwał w umówionym mieszkaniu na zbiegów. Ucieczka udała się”  - kontynuują autorzy cytowanej już książki s. 49.

I jak inaczej można traktować twór powołany do życia dekretem PKWN i  przekształcony w PRL, jak nie sowiecką strefą okupacyjną? Czy wolna Polska wsadzałaby do więzień swoich bohaterów? Czym jest III RP, która nie zadbała o godne życie żołnierzy AK i podziemia niepodległościowego? PRL-em z ludzką twarzą?  Z dnia na dzień ta twarz staje się coraz bardziej nieludzka.

Bibliografia i foto: Oswald Guziur i Mieczysław Starczewski „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK”

Jadwiga Chmielowska

Opublikowane w „Gazecie Śląskiej” z dn. 8.02.2013r.






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.