Lemingowe doświadczenia z podwójnym opodatkowaniem obywateli....
data:20 lutego 2013     Redaktor: csp

Mieszkam w Warszawie i płacę jako właściciel mieszkania własnościowego za "wieczyste użytkowanie gruntu".

 
 
 


Mniejsza o to, że jest to podatek niesprawiedliwy, feudalny (również post-komunistyczny), ubezwłasnowolniający obywateli wolnego już kraju, i sprzeczny z konstytucją w punkcie mówiącym o prawie do własności. Mniejsza o to. Bo dowiedziałem, się, że być może podatek od wieczystego użytkowania gruntu płacę podwójnie, a może nawet potrójnie. Otóż na jednym z basenów warszawskich w związku z moją reklamacją dotyczącą rozliczania czasu przebywania na basenie i jakości usług spotkałem się z miłą panią kierownik, która żaliła się, ze sposobu rozliczania i niesprawiedliwej opłaty "za rozbieranie się", która dla osób z dziećmi może zabrać nawet połowę opłaconego czasu, który powinien służyć pływaniu i rekreacji, powiedziała mi przy okazji, że basen, pomimo drożyzny i nieuczciwego naliczania opłat za "przebieranie", nie jest od dawna remontowany i płaci wysoki podatek "za wieczyste użytkowanie". Jak to. Przecież ten podatek płaci się gminie.  A jako że jest własnością gminy i jest zbudowany za nasze podatki... gmina płaci sama sobie.... No nie. Nie sama sobie, tylko obarcza tym podatkiem nas, rodziców, którzy chcą opłacić "masowy sport" i zadbać o zdrowie swoich dzieci.


My, obywatele kraju demokratycznego, pomimo lat edukacji i umiejętności czytania bardziej skomplikowanych tekstów ekonomicznych, z dostępem do wolnej prasy i internetu,  większości nie jesteśmy w stanie ocenić rzeczywistości gospodarczej. Nie tylko na poziomie kraju ale wokół siebie.  Tym bardziej jako "lemingi", humaniści, socjologowie i psycholodzy na stanowiskach ds. marketingu promocji i pozycjonowania, mający wstręt do liczb a uwielbiający ciętą/trafną retorykę (często nie umiejąc technicznie opisać środków językowych, które wywołują u nas to uwielbieni), nie odróżniamy średniej od mediany, pomiarów realnej siły nabywczej od ogólnego wzrostu cen (inflacji). Dzisiejsze media nam tego nie ułatwiają. Stały się narzędziem promocji i pozycjonowania a nie informowania. Narzędziem marketingu narracyjnego. Narracja ma być ciekawa, emocjonująca i krótka bo i tryb życia ciężko pracującego "leminga" jest taki, że ma on kilka minut na odbiór informacji, która ma go zaciekawić, przyciągnąć i poruszyć, przeżyć katharsis i poczuć się jak we wspólnocie ludzi światłych i inteligentnych. Informacja zaś, przetworzona, w formie briefu, prasówki, tak by była użyteczna, by dała się porównać z czymkolwiek, by można było jej do czegokolwiek użyć, to dobro rzadkie, przygotowane i przefiltrowane przez specjalistów dla decydentów w korporacjach i organizacjach wpływu.

Co się dzieje z "lemingiem", europejczykiem, który przeczyta taki artykuł? A no przeżywa dysonans poznawczy. Patrzy na liczby z niechęcią, pyta się o źródła, gdy dowiaduje się, że źródłem jest prasa ołatkowana jako "prawicowa", drwi i rzuca artykuł do śmietnika. Uwierzy wszystkiemu co poda na tacy "autorytet", w prasie "mainstreamowej". Nie jest w stanie ocenić rzeczywistości.

Fakty są apolityczne. Jednak "leming" popatrzy na te fakty jako fakty "prawicowe" przeciwstawiane "liberalnym". Nie zauważa, nie dopuszcza do siebie faktów rozumianych jako realny stan rzeczywistości. Stan opisywany liczbami. A często ich po prostu nie ma, bądź są jedynie dostępne dla wtajemniczonych i doświadczonych analityków potrafiących wyciągnąć z nich wnioski.

Leminga więc mało obchodzi, że:

  •     oprócz otrzymywania pieniędzy od Unii jesteśmy też płatnikiem, a redystrybucja pieniędzy unijnych wiąże się z kosztami redystrybucji i kosztami ponoszonymi przez biorców, (nikt nie pyta i nie podaje, jakie to koszty, dlaczego zamiast redystrybuować pieniądze, po prostu się nie zobowiążemy ustawowo, że pieniądze przekazywane Unii przeznaczymy na infrastrukturę i poddamy się reżimowi pomiaru efektywności ich wydawania i przejrzystości wg standardów EU, nikt też nie podnosi tematu współodpowiedzialności UE za akceptowanie biznesplanów projektów nieefektywnych, które powodują zadłużanie się biorców (wkład własny),  "Weź rolniku pieniądze z unii (i pożyczkę z banku na wkład własny), weź bo potem nie dadzą, weź, wiesz co to "dźwignia finansowa" (nie wiem), weź bo wstąpiliśmy do Unii i  na pewno będzie tylko lepiej." Czyżby?
  •     nie wykorzystujemy pieniędzy z Unii efektywnie ze względu na brak przejrzystości w procedurach przetargowych, sztuczne bariery wejścia dla wykonawców usiłujących przebić się przez istniejący kartel, zmowy cenowe, niekompetencję, brak planu na efektywne wykorzystanie środków, brak obiektywnego pomiaru ich efektywnego wykorzystania, np. poprzez porównanie cen i oferowanej jakości uzyskanych w trakcie przetargów do najlepszych cen i jakości uzyskiwanych w UE
  •     nie istnieje system pomiaru efektywności i jakości, uczciwości pracy urzędnika, urzędu państwowego, np. w porównaniu do najlepszych (wg rankingów doingbusiness.org, Transparency International),
  •     widzimy wszyscy licznik długu publicznego w centrum stolicy, ten dług publikatory porównują do długów krajów rozwiniętych. Jesteśmy krajem rozwiniętym? Na dorobku? Stosujemy dźwignię finansową, rozwijamy się więc musimy pożyczać prawda? I już autorytety leminga uspokoiły. Nie ma jednak żadnego pomiaru efektywności wykorzystania tego długu. Każdy biznesmen pożyczając pieniądze, musi przedstawić przepływy pieniężne i pokazać, kiedy jego inwestycja się zwróci i zacznie przynosić zyski, używa do tego wskaźników ROI, BEP, IRR, NPV etc. Czy "wykształcony" leming wie co to znaczy?
  •     liczby, finanse, przepływy pieniężne można różnie mierzyć. Naprawdę tragicznie sytuacja Polski wygląda, gdy uwzględni się wskaźniki kapitału ludzkiego. Efektywnności środków przeznaczonych na jego kształcenie. Jego wypływu w wyniku emigracji. Czy można Polskę porównać do małego przedsiębiorstwa? Czy można policzyć ROI dla inwestycji w kapitał ludzki? A koszty związane z dekapitalizacją kapitału ludzkiego?  A straty wiążące się z emigracją dobrze wykształconej, pracowitej młodzieży za granicę? Co więcej, czy ktoś wiąże straty związane z dziesiątkami tysięcy zabitych i kalek na polskich drogach? A promowaniem narkotyków miękkich czy nie-promowaniem sportu masowego?

Leming ma na przeczytanie i skupienie uwagi kilka sekund w metrze. Czyta: Premier Tusk uzyskał tyle i tyle dofinansowania z UE. "Sukces"  Pieniądze pójdą wszędzie tam, gdzie brakuje i gdzie Ciebie, drogi lemingu boli. Na zdrowie, na dokończenie dróg. Premier nie spał w nocy, używał zwrotów grzecznościowych po angielsku, rozmawiał z premierami, walczył, ... gdy są tacy, którzy podkładają mu kłody i się nie cieszą z ewidentnego sukcesu.  "Żenada" Drzwi metra otwierają się, pączek i kawa zjedzona, trzeba do pracy, póki się ją ma. Szef zdaje się też głosował tak jak głosował, nie będę się wychylać i sprawiać kłopotów. Mam kredyt i rodzinę na utrzymaniu.
 
JK





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.