"Gazetę Wyborczą" bardzo rozbawił fakt powstania instrukcji dla mężów zaufania PiS, przygotowanej przez Solidarnych 2010. Jeszcze bardziej zaś rozbawiła ją jej zawartość - wyliczenie sposobów wyborczych przekrętów, które mogą wydarzyc się na terenie komisji wyborczej i sposobów im zapobiegania. Choć wszystkie lub prawie wszystkie sposoby znane są z praktyki polskich wyborów, Wyborczą niezmiernie bawi ich przypominanie w kontekście tych dopiero nadchodzących.
Cóż, mogę wyobrazić sobie instrukcję marzeń... "Jeśli widzisz, ze jeden z członków komisji dosypuje głosy do urny - zaufaj mu, na pewno wie co robi"; "Jeśli ktoś dostawia znaczek x w drugiej kratce na przeliczanej właśnie karcie - robi to w wyższym interesie społecznym. Spytaj, czy wybrał już karty, przy których mógłbyś pomóc." I tak dalej, przez kilkanaście stron.
Gdyby "Gazeta Wyborcza" była pismem, któremu zależy na demokracji w Polsce, zapewne jej redaktorów bardziej zmartwiłby fakt, że ktokolwiek, niezależnie od politycznych preferencji, może się po tzw. "dwudziestu latach wolności" obawiać fałszowania wyborów. Czyżby ktoś uważał, ze tak naprawdę ideałem był wynik wyborów z roku 1989, a jeśli się poprawia ideał, to łatwo coś zepsuć? Skoro tak, to uczciwe wybory nie są faktycznie do niczego potrzebne. Miło, że "Wyborcza" potrafi z troską pochylić się nad działaniami "Solidarnych 2010". Szkoda, że nie chce z taką samą troską przyjrzeć się polskiej demokracji, za której kształt w ogromnym stopniu odpowiada. Zanim stało się to wszystko, co się stało, mieliśmy pod kioskami poranne czekanie na pierwszą od stanu wojennego naszą, wolną gazetę, gazetę całej solidarnościowej opozycji. Ale kto by dziś o tym pamiętał. Zwłaszcza w redakcji na Czerskiej.
Budyń78