Toyah: O dorzynaniu legendy
data:28 stycznia 2013     Redaktor: GKut

Możliwe, że zdarzenie, które chcę dziś opisać stanowi sensację tylko dla mnie, natomiast u czytelników tego bloga wywoła najwyżej wzruszenie ramion. Możliwe. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Ponieważ jednak ją stanowi, nie widzę powodu, dla którego nie miałbym parę słów na ten temat powiedzieć i tu, na blogu. A nuż ktoś uzna, że coś się jednak stało.

Proszę sobie wyobrazić, że dziś, podczas lekcji, którą miałem z pewnym miłym dzieckiem, przyszło mi do głowy, by puścić mu fragment zamieszczonego na youtubie filmu „Man from the South”, siadłem przed komputerem, włączyłem owego youtuba… i oczom moim pokazała się informacja, że TVN żąda ode mnie usunięcia z mojego konta trzech filmów, a do tego jednoznacznie brzmiąca informacja, że jeśli będę się opierał, oni zablokują mi dostęp do mojego komputera. Okay. Zrozumiałem.

Na dole wspomnianej informacji umieszczono guziczek z napisem „zgadzam się”, w który bardzo chętnie kliknąłem, na ekranie ukazał się animowany filmik, w sposób oczywisty skonstruowany tak, by zrozumiał go największy choćby dureń, i seria pytań, na które należało odpowiedzieć „tak”, lub „nie”. Kiedy już rozwiązałem ów test, pojawił się następny film i kolejna seria pytań, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden zestaw pytań, i w końcu informacja, że youtube mi gratuluje ukończenia kursu, i od teraz mogę dalej korzystać z wszelkich przyjemności, jakie oferuje mi Internet i świat, który go stworzył.

Być może ktoś zapyta, w sprawie jakiego to materiału ITI się tak napięło. Otóż moim zdaniem poszło o materiał nie byle jaki. Tych dobrych ludzi do białej gorączki doprowadziło to, że ja, już niemal trzy lata temu, zechciałem na youtubie zamieścić wywiad, jakiego tuż po smoleńskiej katastrofie Jan Maria Rokita udzielił Bohdanowi Rymanowskiemu; wywiad, w którym Jan Maria Rokita zasugerował, że to co się stało stanowi początek wielkiej polskiej romantycznej legendy i nie ma takiej siły, która to jest w stanie zmienić. Mówię o wywiadzie, w którym Rokita ni stąd ni z owąd przyszedł i powiedział, że od tego sobotniego poranka, dnia 10 kwietnia 2010 roku, w polskiej historii nic nigdy już nie będzie takie samo. Mówię wreszcie o wywiadzie, który wtedy jeszcze, w kwietniu, został wyemitowany na żywo w TVN24, a następnie usunięty ze wszystkich dostępnych miejsc w Internecie, który następnie jakimś cudem został przez mnie gdzieś wypatrzony, przez jednego z moich zdolnych bardzo uczniów tak przygotowany, by mógł zostać umieszczony na youtubie, i któremu poświęciłem swój tekst na blogu i do którego zamieściłem tam odpowiedni link.

I oto dziś, owe trzy filmiki, które sobie spokojnie tam wisiały przez niemal trzy lata, zostały usunięte na żądanie właściciela, czyli ITI. I w tym momencie ta rozmowa już nie istnieje. Jest jakby jej nigdy nie było. Może tylko jeszcze sam Rokita ma je gdzieś zarejestrowane i zachowane w jego prywatnym archiwum, choć nie sądzę. Ja bym się tak naprawdę nawet nie zdziwił, gdyby się okazało, że on tej swojej niezwykłej wypowiedzi nawet już nie pamięta.

Pozostaje więc tylko ten blog i tamten tekst, któremu kiedyś towarzyszył link do tego filmu – kiedyś jeszcze jak najbardziej aktywny, a dziś pusty i nikomu niepotrzebny, jeśli oczywiście nie liczyć tego znaku, jaki on już zawsze będzie wysyłał do każdego, który go znajdzie: http://www.youtube.com/watch?v=uXZSMEkE6Aw. Zostaje więc ten nasz blog i oczywiście chyba jednak kluczowe pytanie – co się takiego stało, że po tych trzech już prawie latach, do świadomości właścicieli ITI dotarło, że owa stara rozmowa, którą oni niemal natychmiast tak starannie ukryli, jednak żyła. Bardzo chciałbym wiedzieć, jak oni nagle na ów ślad wpadli, czy ktoś im na niego zwrócił uwagę, a jeśli tak, to kto? Chciałbym go zobaczyć i spojrzeć mu w oczy. Choćby tylko po to, by zobaczyć ich kolor.

Na razie jednak mamy tamten tekst. Przypomnijmy go więc sobie.



Nie mam najmniejszego pojęcia, jak będzie wyglądała Polska za parę miesięcy. W jaki sposób to co się stało 10 kwietnia wpłynie na nasz los i los naszego kraju? Czy ten dzień stał się dla nas ostateczną klęską, czy może, dzięki bożej łasce, otworzył nam drzwi do czegoś nowego i lepszego? Towarzyszy mi oczywiście nadzieja, którą – od czasu, gdy zła ręka dokonała owego aktu zniszczenia – wyrażałem tu wielokrotnie, że ta cena wprawdzie była wielka, ale w paradoksalny sposób to myśmy sami ją dla siebie ustalili i że właśnie dlatego nie mogła być ona niższa. To myśmy prosili o taką ofiarę. Ale właśnie dlatego, ta ofiara musi przynieść coś naprawdę dobrego. Więc mam dziś nadzieję na większe dobro.

Nie wiem, co stanie się teraz. Nie wiem ani tego, kto w nadchodzących wyborach zostanie kandydatem, jak to ktoś ładnie określił, wszystkich zwykłych Polaków, ani tym bardziej tego, czy ta kandydatura zdoła pokonać to zło, które się mobilizuje w sposób bezprecedensowy, wygra dla nas i dla Polski dobrą przyszłość. Nie wiem, czy to Jarosław Kaczyński poprowadzi nas do tego nowego etapu, czy może już ktoś inny, bardziej w tym momencie skuteczny. Nie wiem dziś prawie nic. Ale widziałem niedawno Jarosława Kaczyńskiego i wierzę – co też już miałem okazję podkreślić – że on wie. I że to nie on teraz się boi, ale że źli ludzie boją się jego. I boją się jak nigdy pewnie dotąd. I wiem, że tak jest dobrze.

Wiem tez jeszcze coś, o czym miałem okazję rozmawiać wczoraj z pewnym bliskim moim przyjacielem, a dziś z moim synem i o czym cały czas myślę. Że mianowicie to co się stało, to wielkie nieszczęście, pozostanie już zawsze w naszej polskiej świadomości, w naszej historii i w naszej pamięci, legendą i mitem. A właścicielem tej legendy i tego mitu będą ci, dla których Polska nie była nigdy sposobem na robienie brudnych interesów, lecz ci którzy ją kochali i jej służyli. Przez najbliższe lata, a może i dziesiątki lat, a może już i zawsze, naszą najbardziej patriotyczną tradycję, będzie symbolizowało to nieszczęście 10 kwietnia, to wszędzie już obecne hasło „Katyń 2010”, i wreszcie postać człowieka, którego miłość do Polski, odwaga i determinacja stały się pierwszą i jedyną pewnie przyczyną tego co się musiało stać. Pierwszą i pewnie jedyną przyczyną tej ofiary. Ta legenda będzie już zawsze miała postać Lecha Kaczyńskiego. Bo, wbrew temu, co powiedział niedawno pewien obłąkany staruszek, samoloty nie spadają co chwilę, a jak już spadną, świat nie kiwa głową i nie wraca do codziennych zajęć.

Bardzo pięknie o tym opowiadał jeszcze przed pogrzebem na Wawelu Jan Maria Rokita, w telewizyjnym wywiadzie, najpierw okrutnie ocenzurowanym, a potem skazanym na zapomnienie. Przez ostatnie dni, starałem się bardzo zdobyć to nagranie i je tu udostępnić w całości. Bo wierzę, że – co by o nim nie myśleć i czego mu z przeszłości nie pamiętać – w tej bardzo starannie przemyślanej i przygotowanej wypowiedzi, powiedział on coś, co daje nadzieję właśnie na to, że ta pamięć będzie już zawsze z nami i nie ma takiej siły, która by była w stanie ją zniszczyć. Że ona będzie funkcjonowała w naszej historii i patriotycznej świadomości co najmniej tak mocno, jak w świadomości Amerykanów do dziś funkcjonuje choćby śmierć prezydenta Kennedy’ego, czy zamach na WTC z 11 września. I że ten mit i ta legenda – jeszcze raz to podkreślmy – będzie naturalnie własnością całej Polski, ale zwłaszcza jednak Polski wiernej i patriotycznej. I to będzie własność bezcenna.

Proszę sobie posłuchać tego, co powiedział Jan Maria Rokita. Wierzę, że w dobrym odruchu dania dobrego świadectwa. Nie ze względu na niego, ale właśnie ze względu na to świadectwo, którego akurat nikt inny – tak się jakoś złożyło – nie potrafił tak dobrze przekazać.

Przypominam, że w najbliższy poniedziałek w Klubie Ronina odbędzie się spotkanie z autorem zarówno tego bloga, jak i książki o dolarach, markach, bananach i pewnym biustonoszu. Z tego co słyszę, wstęp do tego klubu jest tylko dla członków, ale może uda się coś z organizatorami wytargować. Poza tym, przed faktycznym spotkaniem, trzech niepokornych komediantów będzie tradycyjnie dostarczało rozrywki na tematy bieżące, a ja będę pewnie stał na zewnątrz i spędzał czas na bardziej towarzysko budujących zajęciach. A zatem – mimo wszystko zapraszam.

toyah.pl





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.