Z portugalskiego okna: Ambasada RP
data:27 stycznia 2013     Redaktor: MichalW

Niecierpliwie spoglądam na zegarek – pora wychodzić. Wszystko dokładnie zaplanowane – autobusem miejskim docieram na dworzec. Autobus do Lizbony. Lizbona – z dworca biegnę do metra. Po metrze chwila zagubienia, po której szczęśliwie łapię odpowiedni autobus. Z mapą w dłoni liczę przystanki.

fot. Luca Galuzzi, commons.wikimedia.org

 

Wreszcie wysiadam, pieszo pokonuję dwa niewielkie zakręty i stoję na początku, a może raczej na końcu, sądząc po numeracji budynków, Avenida das Descobertas. Pierwszą dostrzegam i mijam ambasadę Libii. Później swoje miejsca mają Turcja, Ukraina.. przed którymś z budynków stoją wielkie, białe samochody. Wyglądają imponująco. Gdzie indziej stoi ochroniarz z karabinem, kręcą się jacyś ludzie, coś przenoszą. Serbia… Jak na tym specyficznym wybiegu dostojeństwa, powagi i prestiżu wypadniemy my? Narodowa duma w tej nietypowej sytuacji rozpycha się łokciami i nie daje dojść do głosu niczemu innemu. Już prawie… o chichocie historii, któż to pobudował się w naszym sąsiedztwie? Na pociechę pozostaje fakt, że nie sąsiadujemy z rosyjską ambasadą, a jedynie jakimś urzędem ds. handlowo – przemysłowych FR … budynek zasłaniają rusztowania, kręcą się koło nich jacyś ludzie. Całość stanowi obrazek, który - jak dla mnie - w miniaturce zawiera klimat Rosji. Ale to już nieważne, bo staję właśnie przed białym budynkiem, do którego prowadzą wysokie schody, od którego dzieli mnie solidna, artystycznie wykonana brama. Przed budynkiem powiewa flaga biało – czerwona, a tuż obok niej – no cóż – niebieska z dwunastoma żółtymi gwiazdami. Uf. Całość wygląda pięknie i dostojnie, wrażenia dopełniają światła, bo jest to już wieczór. Ocieram łzy wzruszenia i dumy i wchodzę do środka…

***

Paryż. Jedna z kilku polskich parafii. Przypadkiem trafiamy z narzeczonym na Klub Polski, prowadzony przy niej przez… Stowarzyszenie Obrońców Krzyża. Tak, tego krzyża, z Krakowskiego Przedmieścia, w 2010 roku. Z rosnącym zaskoczeniem oglądam gazetki pełne fotografii francuskiej polonii, która organizowała u siebie demonstracje w obronie TV Trwam równolegle do naszych, polskich, a czasem przybywała do Stolicy, by wesprzeć rodaków na miejscu – świadczą o tym grupowe zdjęcia pod Pałacem Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu, porozkładane na stolikach pamiątkowe albumy, i wiele innych zdjęć. Pozytywnie zaskoczeni zajadamy ze smakiem serwowane w klubie tradycyjne polskie pierogi, potem ciastko. Trudno nie słyszeć rozmów przy sąsiednich stolikach. Nie wytrzymuję i przysiadam się do jednego z nich. Rozmawiamy chwilkę o sytuacji w kraju, o Solidarnych2010, Klubach GP, o napotykanych w naszej działalności przeszkodach. W którymś momencie moja rozmówczyni mówi – a ambasada, jak oni nas zwalczają. Zwalczają? Tak! Przecież co to jest ambasada? Ambasada to jest ramię rządu!

***

Ambasada. Ambasada to kawałek Polski, czy kawałek rządu? Odpowiedź szczególnie dzisiaj wydaje się być ważna, ale też tylko dzisiaj, bo w normalnym kraju odpowiedziałoby się bez wahania: i to, i to! A dzisiaj niestety musimy dzielić to, co powinno być niepodzielne. Ten podział to jak finezyjne cięcie skalpelem na bijącym sercu polskości. Boli. Ale Ambasada działa i zaprasza – i odpowiedź znaleźć trzeba. Może nie na zawsze, może tylko na jakiś czas, dla siebie, ale trzeba.

Wycinkowe obserwacje prowadzą mnie na dzień dzisiejszy do wniosku, że ile ambasad, tyle odpowiedzi, tyle rozkładów na procentowe udziały tych dwóch elementów - Polski i rządu. I im dalej od Ojczyzny, tym mniej rządu, a tym więcej Polski. Portugalia jest już dość daleko – Francja znacznie bliżej. Im dalej, tym Polaków mniej. Im mniej Polaków, tym bardziej szuka się tego, co łączy, nie tego, co dzieli. Ponadto – mieszkańcy innych krajów raczej nie rozumieją tego podziału. Niemal na pewno go nie rozumieją. I myślą słusznie, bo przecież nie tak rzeczywistość powinna wyglądać.

Ambasada to także pewien symbol, miejsce spotkań, kawałek polskiej ziemi gdzieś daleko na świecie. Przywodzi na myśl ducha Rzeczypospolitej, który, jak to duch, nie należy do nikogo, nie jest niczyją własnością. Towarzyszy nam wszystkim, ale spętać się nijak nie da. Ambasada reprezentuje także tego ducha. I bywają chwile, że trzeba po prostu być, obecnością przyznać się do polskości, a kiedy być może przyjdzie taka konieczność – bolesny podział wyjaśnić i ducha polskości w oczach zagranicznych przyjaciół bronić.

 

Agalaura






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.