Jadwiga Chmielowska: Déjà vu na froncie walki ideologicznej
data:15 stycznia 2013     Redaktor: csp

Okazuje się, że wszystko już było. Nasi przodkowie przeżywali całkiem podobne sytuacje. „Patrzenie jedynie w przyszłość” sprawia, że wpadamy w te same dołki, które zaliczyli już nasi dziadkowie i prapradziadkowie. Biegniemy wprost przed siebie … w przepaść.

 

 


 

Jesienią, od października do końca listopada 2012r. przeżywaliśmy perypetie dziennikarzy „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”, związane ze zmianą właściciela. Dziennikarze żegnali się z czytelnikami. Okazuje się, że 88 lat temu, 23 października 1924r. redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”,  Stanisław Stroński - żegnał się z czytelnikami. Odeszła cała redakcja – 24 osoby. Powodem była zmiana właściciela. Paderewski sprzedał gazetę Wojciechowi Korfantemu. Dwa dni po tym „buncie”, Korfanty wydał oświadczenie, że zaproponował redakcji dalsze prowadzenie gazety, bez żadnych warunków politycznych. Ze Śląska dochodziły niepokojące wieści. Byli powstańcy śląscy wypominali Korfantemu zdradę jeszcze z okresu przygotowań do powstań i potem, w trakcie ich trwania. Nie podobało się im też branie przez Korfantego pieniędzy od niemieckich przemysłowców.  

 

Od niemal zarania  w III RP trwa walka na symbole. Brak kompetencji rajców miejskich i gminnych, nieznajomość historii sprawia, że pomniki zdrajców i ciemiężycieli jak stały, tak stoją, a znikają pamiątki bo bohaterach. Na przykład - w Sosnowcu usunięto „Pomnik czynu rewolucyjnego”, zapominając, że rewolucję 1905 r. wszczęli bojowcy Piłsudskiego na jego rozkaz, podczas wojny rosyjsko – japońskiej. „Republika Zagłębiowska”, rządzona przez Komitet Obywatelski, przetrwała 10 dni. Tworzono w drodze wyborów instytucje samorządowe i powoływano sądy obywatelskie. Powstawały zręby polskich organów administracyjnych. Po opanowaniu sytuacji, Rosjanie rozpoczęli masowe aresztowania. Miejsce, skąd kibitki wiozły polskich patriotów na Sybir, nazwano Syberką – dziś dzielnica Będzina.

 

Nie przeszkadzają jakoś łże-elicie politycznej  pomniki wdzięczności Armii Czerwonej i utrwalaczy władzy ludowej. Jest to przerażające, zwłaszcza na Śląsku, z którego wywieziono zaraz po wojnie, do niewolniczej pracy w Związku Sowieckim - przeszło 140 tys. górników. Tylko garstka powróciła do Polski.  Przy każdej niemal kopalni na Górnym Śląsku, zaraz po wkroczeniu Sowietów, powstawał łagier. Przede wszystkim wykorzystywano byłe niemieckie podobozy koncentracyjne. W Łambinowicach, Jaworznie, Mysłowicach i Świętochłowicach siedzieli zarówno Niemcy, jak i powstańcy śląscy oraz żołnierze AK. Czy Ślązacy i uciekinierzy ze Wschodu mają dalej oddawać cześć swym oprawcom? A może chodzi o relatywizowanie zbrodni? O przyzwyczajanie do myślenia, że może Stalin był zły, ale zwykły żołnierz niczemu nie winien? Pozostaje pytanie - a kto mordował, gwałcił i rabował? Nawet RAŚ nie rozwala siłą tych pomników, wręcz przeciwnie, stara się winą na zbrodnie lat 1945 -56 obciążyć Polaków. RAŚ-owcy twierdzą, że strażnicy w tych łagrach mówili po polsku i nosili polskie mundury, ale jakoś dziwnie zapominają, że KBW i UB - przebierańcy w polskich mundurach - na rozkaz NKWD mordowali polskich patriotów: żołnierzy wyklętych, ostatnich żołnierzy Polski niepodległej, którzy właśnie strzelali  do tych, co te łagry zakładali. Ostatnio, w reklamach operatora telefonii komórkowej, nawet Lenin – zbrodniarz przeciwko ludzkości - wrócił do łask! Wizerunek Che Guevary nadal zdobi koszulki i różne gadżety.   Natomiast zażarta walka z polskimi imponderabiliami trwa!

 

Pisząc cykl artykułów o historii Śląska, dostaję sporo archiwalnych materiałów. W gazecie „Powstaniec” z 2 kwietnia 1939r. wyczytałam o wojnie ideologicznej, prowadzonej przez Niemcy na swoim terytorium i w Polsce. Do każdego opakowania sprzedawanych produktów, nawet czekolady i mydełek, Niemcy wkładali reklamowe kolorowe dodatki z fotografiami ładnych, rasowych, zdrowych i silnych młodzieńców i pięknych dziewczyn. Redaktor Florian Śpiewak pisał w „Powstańcu”:  „Każde najmniejsze pudełko papierosów zaopatrzone jest w tego rodzaju obrazki. A oto tytuły - niektóre z nich: ''Piechota niemiecka w natarciu'', ''Zmotoryzowane pułki ciężkiej artylerii'', ''Czołgi w natarciu'', ''Przysięga wodzowi''. A wszędzie uwidoczniona jest swastyka. Z każdego słowa objaśnienia bije gloryfikacja potęgi Trzeciej Rzeszy. My oczywiście w sprawie tej nie mamy nic do powiedzenia. Jeżeli Niemcy naród swój od najmłodszych pokoleń pragną wychować w duchu skrajnego militaryzmu, w duchu ubóstwiania siły fizycznej, my tego zabronić im nie możemy. Ale obojętność nasza kończy się tam, gdzie wkopane są słupy graniczne Rzeczypospolitej Polskiej.”

 

Publicysta II RP zdaje sobie sprawę z toczonej walki ideologicznej. Ma ona przede wszystkim wzmocnić ducha w swoim narodzie i osłabić go u przeciwnika. Autor pisze wprost: „Społeczeństwo nasze nie może  obojętnie patrzeć i zezwalać na to, aby obrazki te, przenoszone z drugiej strony granicy, zatruwały dusze naszych dzieci i młodzieży, wszczepiając w nie fantastyczne przekonanie o sile i potędze niemieckiej. Szkoły nasze w miejscowościach granicznych zalane są wprost powodzią tych fotografii. Dzieci przynoszą je na lekcje, bawią się nimi, pokazują sobie wzajemnie, omawiają ich treść. Rezultatem tego wszystkiego jest, że uczeń wprost zwraca się do nauczyciela z wyrażeniem, czy przed takim wojskiem i przed taką siłą Polska będzie się mogła obronić. Trzeba dopiero odpowiedniej pracy nauczyciela, by ten szkodliwy i zgubny wpływ niemieckiej propagandy zneutralizować.( …) Należy natychmiast wydać odpowiednie zarządzenia w tej sprawie, a ogół nauczycielstwa na krecią tę robotę hitleryzmu winien odpowiedzieć zdecydowanym tępieniem wszelkich przejawów tej propagandy wśród młodzieży szkolnej.”


To było w II RP, dziennikarze służyli społeczeństwu. Pokazywali zagrożenia i patologię. Wzywali władze do walki z nimi. A dziś w III RP jest pogoń za głupią,  nic nie znacząca sensacją, odwracanie uwagi od rzeczy istotnych, uleganie modzie, promocja zachowań wulgarnych. Czy można sobie wyobrazić, by przed wojną, w normalnym państwie, szanujący się dziennikarz traktował poważnie i promował człowieka, wyciągającego i pokazującego penisa z szuflady? Zostałaby wezwana policja i karetka ze szpitala psychiatrycznego.

 

Krok za krokiem obniża się poziom wrażliwości społecznej, promowane są zachowania typu „róbta co chceta”. Wszak życie jest wieczną zabawą – więc po co się uczyć, po co pracować, zakładać rodziny. Ma panować pełny nihilizm. Świat dla młodych pięknych i bogatych! Staruszków najlepiej uśpić, aby się nie męczyli i nie przeszkadzali, wszak chorzy…Kolejny celebryta ukształtowany na „bożyszcze młodzieży” oswaja z pojęciem eutanazja! Czekam na wykorzystanie wizerunku Hitlera w promocji eugeniki. Mam jednak nadzieję, że w tym przypadku będzie można liczyć na skuteczną reakcję Izraela.

 

Coś jednak w narodzie drgnęło. Następuje samoorganizacja. Obywatele skrzykują się i protestują. Zmuszono już dwa lata temu „Coca-colę”, by zrezygnowała w swojej reklamie z usług  niejakiego Kuby Wojewódzkiego, ostatnio po protestach sieć telefonii komórkowej „Heyah” wrzuciła do kosza reklamę z wizerunkiem Lenina. Powstały wreszcie niezależne media. Informacja zaczęła trafiać do obywateli. Dziennikarze nie muszą pisać „na zamówienie” i pod gust szefów redakcji. Zaczyna odradzać się komunikacja społeczna. Istnieje jednak obawa, że dociera ona do niewielu enklaw. Na szczęście coraz więcej młodzieży się budzi z apatii. Być może młodzi ludzie widzą i czują, że proponowany im styl życia jest tak naprawdę pustką i zakłamaniem. Czy po narkotykach czuć się będą lepiej? Wszak widzą kolegów na dnie! Czy nawet promując homoseksualizm jest się w stanie go narzucić? Wszak natura jest silniejsza od mód!

 

Od wielu lat trwa ukryta walka z narodem polskim. Chce się go wykorzenić z dziedzictwa kulturowego, pozbawić dumy z historii i pamięci o heroizmie przodków. Odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, znalazłam też w odległej historii. Niccolò Machiavelli pisał, jak zdobyć i utrzymać władzę nad państwami. Przywoływał przykład Aten i Sparty, Kartaginy. W Rozdziale 5 „Księcia” napisał: „Jeśli państwa, które zdobywasz, tak jak mówiłem, przywykły żyć według własnego prawa oraz wolności, a chcesz je utrzymać, to masz trzy sposoby: pierwszy – zniszczyć je; drugi – udać się tam i osobiście zamieszkać; trzeci – zezwolić, by żyły według własnego prawa, przynosząc ci korzyść, a wewnątrz stworzyć rząd nielicznych (oligarchię), który w państwie zachowa przyjaźń do ciebie. Taki bowiem rząd utworzony przez księcia wie, że nie może istnieć bez jego przyjaźni i potęgi i zrobi wszystko, aby go utrzymać. A miasto, które przywykło żyć wolne – jeśli chcesz je zachować – łatwiej utrzymać z pomocą jego obywateli niż w jakikolwiek inny sposób.” Stalin o tym wiedział - stworzył PRL, a nie włączył Polskę jako kolejną republikę do Związku Sowieckiego. I tak od czasu PKWN rządzili w Warszawie kolejni namiestnicy Kremla. Mówiono, że „siedzieli na bagnetach”!  

 

Machiavelli przestrzega też: „I niech  ten, kto zostaje władcą miasta nawykłego do życia w wolności i go nie zniszczy, spodziewa się, że sam będzie przez nie zniszczony, zawsze bowiem znajdzie się powód, by wywołać bunt w  imię wolności i dawnych porządków, które ani z upływem czasu, ani przez dobrodziejstwa nigdy nie idą w niepamięć. I czegokolwiek byś nie uczynił, czy nie przedsięwziął, jeśli nie rozbijesz, czy nie osłabisz mieszkańców, nie zapomną oni o smaku wolności, ani owych porządków i je przywrócą bezzwłocznie, gdy tylko nadejdzie sposobność.”  Polska w 1918r. wybiła się na niepodległość po 123 latach, a każde pokolenie Polaków miało swoją walkę o wolność – powstania.  Stalin wyciągnął doświadczenie z błędów carów. Urządził głód na Ukrainie i w ten sposób wytrzebił 1/3 narodu. Deportował i wymordował z „Marchlewszczyzny” i „Dzierżyńszczyzny” ok. 140 tys. Polaków. Wysiedlił wszystkich Tatarów z Krymu – cały naród! A i tak dumne narody, kochające wolność, odradzają się jak feniks z popiołów. Z Polakami jest walka znacznie trudniejsza. W Rzeczpospolitej od wieków była demokracja i szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie. Posłów i królów się wybierało. Nawet Jagiellonów – zatwierdzano jako kolejnych Wielkich Książąt Litwy na tronie Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Polska, choć była monarchią, była też republiką. Taki – republikański - był stosunek jej obywateli do państwa i jego władz.  Machiavelli twierdzi, że: „W republikach natomiast jest więcej życia, większa nienawiść, większe pragnienie zemsty, zaś pamięć dawnej wolności ani ich nie opuszcza, ani opuścić nie może; tak więc najpewniejszym środkiem jest je zniszczyć lub w nich zamieszkać”. Czyżby w czyjejś chorej głowie zalągł się taki plan dla Polski?

 

Mam czasem wrażenie, jakby wehikuł czasu przeniósł mnie w okres panowania Sasów, z pewnymi już wpływami  czasów stanisławowskich. Po III rozbiorze Polski w Warszawie były wielkie bale. Zgniłe elity polityczne sięgnęły dna, godząc się na obcą dominację a kręgi intelektualne próbowały mało udolnie ratować państwo. Lud natomiast walczył w Powstaniu Kościuszkowskim.

 

W III RP zbyt powoli wyłaniają się nowe - prawdziwe elity, ale ten proces już się zaczął. Niezależne media tworzą polską agorę. Historia znów przyśpieszyła.

 

Pamiętajmy, to nie  déjà vu, to wszystko rzeczywiście było i się już kiedyś naszym przodkom przytrafiło.

 

Poznali odpowiedź na pytanie: po co Polakom własne państwo. Kolejne pokolenia za zdradę i głupotę ojców musiały pokutować i przelewać krew.

 

 

za: sdp.pl      

 
 





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.