Łukasz Pijewski: Odwojowywanie mediów
data:13 stycznia 2013     Redaktor: MichalW

Po dymisji, w dniu 5 listopada rządu Jarosława Kaczyńskiego, i wygranych październikowych wyborach 2007 r. zwycięzcy – PO i jej stronnicy – podjęli szereg działań aby, dla rozszerzenia i utrwalenia swej władzy w Polsce, opanować media. Ich agresywne poczynania z czasem przyniosły im różne sukcesy.


 


Realizacja ich planów uległa przyspieszeniu po 10 kwietnia 2010 r. i wygranej drugiej kadencji w wyborach do Sejmu w listopadzie 2011 r. Układ medialny miał się jak najprędzej domknąć i sprawy ku temu właśnie zaczęły się wówczas toczyć. Czy proces ten trwa dalej?


Aktualny skład KRRiT ukonstytuował się w okresie od 7 lipca do 4 sierpnia 2010 r. Po usunięciu 4 sierpnia 2010 r. Witolda Kołodziejskiego, na stanowisko przewodniczącego KRRiT powołano 10 sierpnia jej członka z rekomendacji p.o. Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego, Jana Dworaka, osobę związaną oczywiście z koalicją rządzącą.  Od tamtej pory KRRiT uzbrojona w swoje statutowe uprawnienia dokonywać zaczęła zmian personalnych, które miały podporządkować całość  mediów publicznych rządzącej koalicji.


Jak ostra zaczynała się gra, świadczy podjęcie tak brutalnych i niepopularnych społecznie kroków, jak nieprzyznanie, a właściwie wręcz odmówienie przez Radę, miejsca na multipleksie cyfrowym katolickiej Telewizji „Trwam”. Krok ten, dawny członek PO w składzie KRRiT, Krzysztof Luft, tłumaczył niejasno posługując się mało wiarygodnym argumentem o niepewności finansowej katolickiego nadawcy. Rozpętano tym sposobem wojnę z ogromną częścią katolickiej opinii publicznej w Polsce, a przez polskie miasta wędrują od tamtego czasu pochody z transparentami i biało czerwonymi flagami demonstrujące swój sprzeciw wobec tej decyzji. Warto może w tym miejscu przywołać jedną z najważniejszych politycznych deklaracji obecnego premiera z czerwca 2011 r., że jego rząd nie będzie „klękał przed księdzem”. Bardzo wiele wydarzeń ostatniego okresu dzieje się w rytm tej frazy.


Trzeba bezwzględnie badać i ujawniać źródła tych antyklerykalnych mentalnych filiacji znacznego fragmentu obecnej klasy politycznej, co na szczęście ma już od pewnego czasu miejsce. Jest to tym bardziej konieczne, że postawa obecnej władzy przyzwalająca na prymitywne i wulgarne niszczenie wrażliwości religijnej społeczeństwa, a co w przerażający zaiste sposób ujawniło się podczas walki o krzyż na Krakowskim Przedmieściu w 2010 r., wyzwala coraz silniejszą ingerencję sił demonicznych, ciemnych, by nie rzec piekielnych, w nasze życie – nie tylko w wymiarze społecznym, ale wręcz w biografie poszczególnych ludzi.


Oczywiście nie można dziś twierdzić, żeby sytuacja mediów katolickich, mimo tych ubolewania godnych i żałosnych wydarzeń, była obecnie zła. Ksiądz biskup Adam Lepa z Łodzi, uważny obserwator sfery środków społecznego komunikowania się w naszym kraju, oceniając wielkość mediów dostępnych dla odbiorców katolickich przed 1989 r. wskazał, jak była ona wówczas nikła i jak bardzo brakowało pism mogących wpływać na pogłębienie religijności i wiary wiernych. Od tamtego czasu dokonała się na tym obszarze znaczna poprawa sytuacji. Prócz całkiem nowych tytułów prasy katolickiej – bardzo interesujących – wychodzą liczne pisma diecezjalne i parafialne, których obecnie można się doliczyć ponad 1500 tytułów. Najbardziej znane katolickie pisma to: popularna gazeta codzienna „Nasz Dziennik”; tygodniki: „Gość Niedzielny” z wartościowym dodatkiem „Mały Gość Niedzielny”, „Niedziela”, „Przewodnik katolicki”, „Źródło”; miesięczniki: „Nasza Arka”, „Osservatore Romano”, „Fronda”, „Polonia Christiana”, „Egzorcysta”, dwumiesięcznik „Christianitas itd. itp.


Problemem dla wydawców katolickich są media elektroniczne. Przed 1989 r. wyraźnie był odczuwany dotkliwy deficyt jakichkolwiek mediów elektronicznych. Po 1989 r. podejmowano próby uruchomienia katolickich mediów elektronicznych – rozgłośni radiowych czy kanałów telewizyjnych – nadal jednak generują one różne problemy organizacyjne, a największą dla nich barierą są kwestie finansowe. Wystarczy przywołać historię niepowodzenia TV Niepokalanów Puls o.o. Franciszkanów działającą w latach 2001 – 2003. Można również odnieść niebezpodstawne zapewne wrażenie, że elektroniczne media katolickie drażnią wiele rozmaitych środowisk w Polsce. Świadczy o tym dobitnie wspomniana już sprawa z KRRiT, jaką toczą cieszące się wielką popularnością i szacunkiem społecznym toruńskie media – TV Trwam i Radio Maryja kierowane przez o. Tadeusza Rydzyka i ich wierni słuchacze. Jeżeli uświadomimy sobie, że ponad 2,5 mln osób protestuje przeciw złej decyzji KRRiT o nieprzyznaniu miejsca TV TRWAM na multipleksie, a jednocześnie widzimy i słyszymy te ciągłe mataczenia, kłamstwa, uniki decydentów w tej sprawie, to jasno widzimy, jak złośliwe są obecne władze w Polsce wobec znacznej i ważnej części społeczeństwa.


KRRiT podjęła wojnę nie tylko z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem, dyrektorem Telewizji Trwam i jej ogromną widownią, ale dokonała licznych zmian personalnych w strukturze lokalnych rozgłośni i stacji telewizyjnych nadawcy publicznego, podporządkowując sobie ich zespoły. Rozpętała również wojnę ze sporą częścią środowiska dziennikarskiego.


W TVP audycje prowadzone przez osoby, które nie chciały się podporządkować linii politycznej obecnej władzy, bezwzględnie likwidowano. Usunięto m.in. z anten TVP: Grzegorza Górnego i Tomasza Tterlikowskiego "Wojnę Światów", Tomasza Sakiewicza "Pod prasą", Anitę Gargas wraz z "Misją Specjalną", Bronisława Wildsteina z audycją publicystyczną "Bronisław Wildstein przedstawia", Rafała Ziemkiewicza z jego "Antysalonem" i Wojciecha Cejrowskiego z "Boso przez świat". Zwolniono grupę dziennikarzy produkujących "Wiadomości" pod kierunkiem Jacka Karnowskiego i Joannę Lichocką z prowadzenia programu "Polityka przy kawie". Ocalał jedynie po awanturach w zmienionym, niekorzystnie zmarginalizowanym formacie program Jana Pospieszalskiego „Bliżej” [ dawniej: "Warto Rozmawiać"]. Myślę że niestety tylko tymczasowo. A naprawdę szkoda, bo ilość poruszanych w tej świetnej i żywej publicystyce ważnych problemów, postawionych odważnych pytań i szeroki target market odbiorców w normalnym kraju byłby z pewnością właściwie doceniony. W Polsce decydenci straszą realizatorów i kręcą swoimi wielkimi wydłużonymi nochalami.


Na przeróżne dotkliwe szykany narażona jest stale prasa, której liderem jest Tomasz Sakiewicz: Tygodnik „Gazeta Polska”, miesięcznik „Nowe Państwo” stosunkowo niedawno uruchomiona, tabloidalna „Gazeta Polska Codziennie”.  Redaktor naczelny i jego dziennikarze ciągani są po sądach, nie mówiąc o innych dotkliwych zaczepkach. Włóczenie po sądach jest charakterystyczną formą walki z twórcami niepokornymi. Doświadczają tej formy złośliwości liczni dziennikarze i twórcy, tacy jak wybitny poeta Jarosław Marek Rymkiewicz czy reżyser Grzegorz Braun.


Ponieważ ważnym ośrodkiem dziennikarzy niepokornych była „Rzeczpospolita”, zabrano się z kolei za nią. Z perspektywy czasu widać, że sprawa ta, od dawna najpewniej była zaplanowana. Zmanipulowana sprzedaż Presspubliki przedsiębiorcy z Karniowic, pozwoliła wedrzeć się ludziom koalicji rządzącej do budynku na Prostej 51 i dokonać zmiany na stanowisku redaktora naczelnego Rzepy. Zmanipulowana „afera trotylowa” doprowadziła w konsekwencji do wyrzucenia Pawła Lisickiego ze stanowiska redaktora naczelnego i praktycznie do likwidacji znakomitego tygodnika UważamRze.


Podejrzewam, że główny macher tego zajazdu przeliczył się jednak, nie przewidując, że wraz z redaktorem naczelnym odejdzie wybitna część dotychczasowego staffu dziennikarskiego inkryminowanych pism.


„W polskich warunkach niezależność daje tylko własność lub współwłasność mediów. Dlatego to warunek podstawowy powodzenia następnego projektu, o którym myślę” – napisał niedawno o planowanym przez siebie tygodniku Paweł Lisicki. Ta uwaga stanowi może wreszcie jakiś punkt zwrotny w organizacji silnej prasy prawicowej i konserwatywnej w Polsce.


Coraz częściej i wyraźniej po prawej stronie słyszy się opinie, że należy bezwzględnie odwojować sferę medialną. Czy i na ile to się uda, jest sprawą frapującą. Od wygranej lub przegranej zależy w Polsce wiele – zależy struktura i jakość opinii publicznej, która, najwyższy czas, aby przechylać się zaczęła właśnie na prawą stronę. Nowe miesięczniki: „Na poważnie”, „W sieci”, „Tygodnik Lisieckiego” a także zagospodarowanie Internetu pozwala mieć nadzieję, że tendencja ta się utrwali. Radosną nadzieją jest zapowiedź uruchomienia nowego nadawcy telewizyjnego TV REPUBLIKA. Respekt budzi zespół i projekty. Gra ruszyła. Jako pierwsza wyraziła oczywiście swe zainteresowanie nowym nadawcą Komisja Nadzoru Finansowego. Mój Boże! Jakby w Ojczyźnie nie było ważniejszych problemów. „Nic to, Baśka” – jak zwykł był mówić Pan Michał Wołodyjowski. Czy opinia publiczna napotka na rozrastającej się prawej medialnej stronie rzeczy wartościowe, pozwalające wszcząć proces odbudowy godnego etosu współczesnych Polaków, czy ujrzy przekonującą i osadzoną w realiach wizję prawdziwego rozwoju Ojczyzny, dla której realizacji poświęcić będzie warto siły? Mam nadzieję, że tak.


Zależy to jednak od tych, którzy podejmą konkretny trud restauracji silnych medialnych organizacji o profilu prawicowo-konserwatywnym w Polsce. Nie jest to z pewnością zadanie proste. Stanowić może jednak godne wyzwanie dla wielu wspaniałych dziennikarzy, którzy jak coraz częściej słyszę, gotowi są je podjąć. Panie i Panowie – Czekamy na wasz piękny replay pod którego wpływem ten nierzeczywisty marny i nudny jak flaki z olejem „mainstream” III RP zniknie gdzieś w niebycie. Czy pamiętamy? Fortes fortuna adiuvat – los sprzyja śmiałym! 


Łukasz Pijewski







Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.