Aleksander Rybczyński:  Wigilia emigrantów - z naszego archiwum
data:20 grudnia 2012     Redaktor: Barbara Chojnacka

Kazimierz Wierzyński i Jan Lechoń zapewne nie chodziliby na Wigilie dla samotnych do siedziby Kongresu Polonii Kanadyjskiej przy ulicy Beverly w Toronto. Otoczeni przyjaciółmi i wielbicielami, nie musieli doświadczać najbardziej brutalnego rodzaju samotności, nie tylko z dala od Ojczyzny, ale także z dala od bliskich, z dala od znajomych, z dala od życia, dzielonego wspólnie.

 

 

Zachowane w archiwalnych nagraniach rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa wigilijne felietony i życzenia Jana Lechonia, dają świadectwo dramatycznej tęsknoty, z którą wielcy polscy emigranci musieli sobie radzić. Jakiekolwiek odwiedziny Polski nie były możliwe. Nie mogli uciułać na bilet i wybrać się za ocean, by spędzić święta pod gwiazdą betlejemską młodości i niepodległości. Powrót mógł być tylko decyzją propagandową, ostateczną i nieodwracalną.

 

Owszem, mogli wrócić do Polski, kuszeni reżimową intrygą, zmierzającą do legitymizacji zniewolenia Polski pod sowieckim butem. Wielu pisarzy dało się omamić szatańskimi obietnicami twórczej swobody i pozycji na świeczniku kulturalnym prl. Wracali więc: Tuwim, Słonimski, Wańkowicz, Cat-Mackiewicz. Zapłacili wolnością, dewaluując równocześnie przelaną na wszystkich frontach II wojny światowej krew polskich żołnierzy, którzy zwyciężając w potyczkach i bitwach, oddając zdrowie i życie, zostali zdradzenie w ostatecznej batalii o wolną Polskę.

 

Lechoń, Wierzyński, Zygmunt Nowakowski i wielu innych przyzwoitych artystów wiedziało, że miejsce poetów jest z dala od komunistycznych wieżyczek strażniczych; tam, gdzie prawda: po stronie godności, honoru i niezłomnej postawy, nazywającej zdradę - zdradą, a zbrodnię - zbrodnią. Trwali więc na obczyźnie, na emigracji, a ich przesłanie dociera do nas po latach, w czasie rozwianych złudzeń, po tragicznym przebudzeniu ze snu o wolności i potędze, poprzez mgłę smoleńskiego lasu.

 

Dzięki internetowym ofertom antykwariuszy z całego świata miałem okazję wyszukać i zamówić sygnowany przez Kazimierza Wierzyńskiego tomik "Róża wiatrów" z 1942 roku. Intrygującą perełką tej przesyłki miała być także kartka, z dedykacją Lechonia! W najśmielszych wyobrażeniach nie zgadłbym jednak, co naprawdę dostanę. Porywający tom Wierzyńskiego, dedykowany jest odręcznie Mieczysławowi Zagajskiemu, polskiemu milionerowi, Żydowi, który zdołał wyjechać z Polski przed zagładą II wojny światowej. Przed rokiem dotarł do Polski obraz, zamówiony przez Mieczysława u słynnego malarza Zygmunta Menkesa, przedstawiający portret ojca adresata dedykacji poetów, Herszla Zagajskiego - kieleckiego radnego i filantropa, posiadacza przedwojennych, świętokrzyskich wapienników. Jaką rolę pełnił Zagajski w życiu polskich poetów? Możemy przypuszczać, że był z jednym z wielu mecenasów, wspierających polskich poetów w Stanach Zjednoczonych.

 

Sygnowana "Róża wiatrów", sama będąc białym krukiem, kryła jednak prawdziwy skarb: ręcznie wyklejoną kartkę świąteczną z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, z wydrukowanym na czerwonym papierze wierszem Lechonia "Matka Boska Częstochowska" i życzeniami wigilijnymi, podpisanymi przez autora wiersza. Dedykacja była zapewne przeznaczona dla Mieczysława Zagajskiego (nazwanego "drogim Panem"), a kartka wydrukowana przez "Polish Women's Relief Committee" nosi odręcznie przez Lechonia napisaną datę 24/XII 1942. Dokładnie siedemdziesiąt lat temu!

 

Wersja opublikowana na świątecznej kartce różni się od tych, dostępnych w internecie; różni się także od redakcji w antologii "Madonna Poetów", wydanej przez "Oficynę Malarzy i Poetów" w 1966 roku. Nieco odmienna jest interpunkcja, a ostatni wers różni się od powszechnie znanego: "Tego dzwonka sygnaturki, co Cię wiecznie chwali". Większość współczesnych publikacji "Matki Boskiej Częstochowskiej" Lechonia pozbawiona jest dwóch, ocenzurowanych wersów:

 

"Jeszcze zagra, zagra hejnał na Marjackiej wieży,

Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy."

 

Wiersz pisany był w trakcie II wojny światowej, po inwazji sowieckiej na Polskę, w wyniku której, zajęte zostały Lwów i Wilno. I w tym kontekście historycznym, trzeba odczytywać słowa Poety, bez wprowadzania "politycznie poprawnych" korekt do autorskiej wersji i kompozycji. Nikt nie ma prawa poprawiać wielkich poetów - to oni znali prawdziwą wartość słowa.

 

Może właśnie ta, zamieszczona poniżej wersja wiersza powinna zostać przez historyków literatury uznana za redakcję autorską Jana Lechonia? Tekst jest odręcznie podpisany przez poetę, a wiadomo, że poeci na ogół są bardzo czuli na wszelkie pomyłki w druki i często odręcznie dokonują autorskich korekt. Nie sądzę, by Lechoń był inny. W wierszu na Boże Narodzenia 1942 roku nie ma żadnej erraty.

 

 

Jan Lechoń

 

Matka Boska Częstochowska

 

Matka Boska Częstochowska ubrana perłami.

Cala w złocie i brylantach modli się za nami.

Aniołowie podtrzymują Jej ciężką koronę

I Jej szaty, co jak noc są gwiazdami znaczone.

Ona klęczy i swe lice, gdzie są rany krwawe,

Obracając, gdzie my wszyscy, patrzy na Warszawę.

O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie

I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,

W ręku tego co umiera, nad kołyską dzieci

I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.

Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,

W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,

Która widzisz z nas każdego cudnemi oczami,

Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!

Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu,

Chłód i deszcze na pustyni a ogień na śniegu,

Niechaj będą niewidzialni płynący w przestworzu

I do kraju niech dopłyną, którzy są na morzu.

Każdy ranny niechaj znajdzie opatrunek czysty

I od wszystkich zaginionych niechaj przyjdą listy.

I weź wszystkich, którzy cierpiąc patrząc w Twoją stronę

Matko Boska Częstochowska, pod Twoją obronę.

Niechaj druty się rozluźnią, niechaj mury pękną,

Ponad Polskę błogosławiąc, podnieś rękę piękną

I od Twego łez pełnego, Królowo, spojrzenia

Niech ostatnia kaźń się wstrzyma, otworzą więzienia.

Niech się znajdą ci, co z dala rozdzieleni giną,

Matko Boska Częstochowska, za Twoją przyczyną.

Nieraz potop nas zalewał, krew się rzeką lała

A wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała.

I tyś była też mieczami pogańskiemi ranną

A wciąż świecisz ponad nami, Przenajświętsza Panno.

I wstajemy wciąż z popiołów, z pożarów co płoną,

I Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono.

Jeszcze zagra, zagra hejnał na Marjackiej wieży,

Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy.

Podniesiemy to, co legło w wojennej kurzawie,

Zbudujemy Zamek, większy, piękniejszy w Warszawie.

I jak w złotych dniach dzieciństwa będziemy słuchali

Cichy dzwonek sygnaturki, co Cię wiecznie chwali.

 

(wersja, opublikowana na wigilijnej kartce świątecznej, sygnowanej

przez Jana Lechonia w 1942 roku; zachowano oryginalną pisownię, wersyfikację oraz interpunkcję)

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Czytam wiersz, patrzę na datę i nie mogę powstrzymać się od myśli, że kartka ta czekała równo siedemdziesiąt lat, bym mógł ją przeczytać i podzielić się jej przesłaniem z wszystkimi dla których wolność Polski, godność i prawda są wartością najwyższą. Tak, jak dla wielkich polskich poetów emigracyjnych, którzy kolejne Wigilie spędzali w sprzeciwie wobec zdrady, z dala od Ojczyzny. Trwali na obczyźnie także po to, by dać świadectwo. W nadziei i wierze, że Matka Boska Częstochowska będzie miała nas i Polskę pod swoja opieką.

 

Aleksander Rybczyński

 

 

 

 

 

 

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.