Łukasz Pijewski: "Kalendarz rodzinny - rzecz bezcenna" cz. II
data:10 grudnia 2012     Redaktor: AlicjaS

W szkołach zmuszano mnie do nauki historii z podręczników autorstwa różnych apologetów marksistowskiej gnozy — na przykład Heleny Michnik, współautorki tandetnego podręcznika do historii dla licealistów (Historia Polski do roku 1795, 11 wydań!), od czerwonego koloru okładki potocznie nazywanego „cegłą”,  który jest znakomitą egzemplifikacją manipulowania historią Polski przez reżim komunistyczny. Tego typu manipulacje są zapewne przyczyną kłopotów tak wielu rodaków z historią ojczystą.

 
 
 
 
Cz. I

W 1577 roku 12 grudnia zakończyła się wojna Rzeczypospolitej z Gdańskiem. Spójrzmy na mapę: ta kropka to Gdańsk, a ta wielka płacheć ziem między Odrą a Dnieprem to Rzeczpospolita pod koniec XVI wieku. Konflikt między nimi daje pojęcie o potędze tego polskiego i hanzeatyckiego grodu. Wojowniczy król Stefan Batory, chcąc zakończyć konflikt z niesfornym miastem, musiał iść z nim na ugodę. Inna sprawa, że miasto dochowywało wierności Rzeczpospolitej i zwłaszcza w późniejszym okrutnym i brutalnym konflikcie polsko-szwedzkim dało tego liczne dowody. W tym roku mija 426 rocznica śmierci drugiego władcy elekcyjnego Rzeczpospolitej Obojga Narodów króla Stefana Batorego w 1586 r. Stephanus, Dei gratia rex Poloniae et magnus dux Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Kiioviae, Volhyniae, Podlachiae, Livoniaeque, necnon princeps Transylvaniae – taki był jego oficjalny tytuł (Stefan, z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, kijowski, wołyński, podlaski, inflancki, a także książę siedmiogrodzki). Toczył zwycięskie wojny z Moskwą. Ich echa odnaleźć możemy w słynnej XIII Pieśni Jana Kochanowskiego O wzięciu Połocka:

 

Zdjąłeś maszkarę butnemu

Tyrannowi Moskiewskiemu.

Okazałeś, że nie kąsa,

Chocia to porożem wstrząsa.

W zamcech nadzieję pokładał,

Ale i tych prędko stradał;

Nie przyszło mu do odsieczy:

Głowy ostrzec bardziej grzeczy.

Znowu tedy, skąd był wyszedł,

W ręce polskie Połock przyszedł,

Za powodem szczęśliwego

Stefana, Króla Polskiego. […]

Zdrów bądź, Królu niezwalczony;

Ciebie moje wdzięczne strony

Nie zmilczą między sławnymi

Bohatery walecznymi.

 

Zmówmy modlitwę, Polacy, za duszę tego wielkiego monarchy i żołnierza.

Nie opowiem tu szerzej o konflikcie związanym z wyborem Stefana Batorego na króla Rzeczpospolitej, który miał konkurenta w osobie Maksymiliana II Habsburga, cesarza rzymsko-niemieckiego, w którego żyłach płynęła krew Jagiellonów. Prymas Jakub Uchański 12 grudnia 1575 r. nieskutecznie ogłosił go w senacie królem Polski. Inna rzecz, że warto po 437 latach już całkiem sine ira et studio – bez uprzedzeńprzyjrzeć się tej sprawie i podumać nad zawikłanymi losami demokracji szlacheckiej nawet w jej złotym okresie.

W zimnym i śnieżnym grudniu 1812 roku przez polskie ziemie przeciągały niedobitki Wielkiej Armii Napoleona w swym ponurym eksodusie z Rosji. W tydzień po wyjeździe Napoleona, 12 grudnia 1812 roku, w Tulczynie, majątku polskiego renegata Szczęsnego Potockiego, zdrajcy, który uważał się za Rosjanina i który mógłby zapewne, podobnie jak Wanda Wasilewska powiedzieć o sobie ja bywszyj Polak, umierał polski poeta Stanisław Trembecki. Ten awanturnik, ironiczny libertyn i pełen wybujałej zmysłowości erotoman, który w młodości oddając się hazardowi, przeputał cały rodzinny majątek, był prawdziwym dzieckiem swojej epoki – haniebnych i tragicznych czasów ostatecznego upadku Polski. Był dworzaninem i sekretarzem Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jego dwóm wizerunkom – portretowi Giovanniego Battisty Lampiego z końca XVIII wieku i późniejszemu sztychowi z 1815 r. zamieszczonego w wiedeńskim, polsko-francuskim wydaniu Zofiówki chciałbym poświęcić kiedyś kilka uwag.

Okres wojen o granice RP i odbudowy po rozbiorach państwa polskiego zazębia się z odzyskiwaniem niepodległości od Wielkiej Brytanii przez Irlandczyków i powstaniem Republiki Irlandzkiej. 12 grudnia 1920 r. Brytyjczycy spalili piękne miasto Cork w Irlandii. Nasi trudni sojusznicy z czasu II wojny światowej długo nie chcieli przyznać się do tej zbrodni. Ostatecznie obarczono nią specjalne oddziały Black&Tans (Czarne&brunatne), które wsławiły się szczególną brutalnością. Rola takich jednostek we współczesnym świecie warta jest głębszego zastanowienia.

12 grudnia 1935 roku w Niemczech przyjęto statut rasistowskiej, zbrodniczej organizacji Lebensborn, którą zarządzał jeden z niemieckich bandytów H. Himmler. Pamiętajmy o jej działalności na terenie Polski w okresie II wojny światowej (1941–1945) i o ośrodkach poprawiania „niemieckiej rasy panów” w Bydgoszczy, Krakowie, Otwocku, Połczynie-Zdroju, Smoszewie koło Krotoszyna i o największym z nich w Helenowie pod Łodzią, gdzie polską, gromadzoną z łapanek młodzież, zarówno dziewczęta jak i chłopców, zmuszano do stosunków seksualnych. Trzeba pamiętać także o tragicznym wytworze Lebensbornu, zjawisku selekcji rasowej w ramach zbrodniczej koncepcji eugenicznej, określanym w literaturze jako rabunek polskich dzieci. Ze schwytanych przez Niemców 200 tys. dzieci polskich udało się odnaleźć po wojnie zaledwie około 30 tys.

W 1944 r. 12 grudnia PKWN wydał dekret o nacjonalizacji lasów. Mimo negatywnego wydźwięku tej formy komunistycznego rabunku, w kontekście ostatnich wydarzeń związanych z próbami prywatyzacji po 1989 roku przez obecne władze lasów państwowych i silnego, niepozbawionego rozsądku, społecznego oporu przeciwko tym decyzjom, moim skromnym zdaniem – pod warunkiem stworzenia prawidłowej struktury ich zarządzania, lasy powinny zostać w całości szczególnie chronionym dobrem publicznym.

Rozgadałem się. Przerzucam więc już tylko kartki z dnia 12 grudnia i pobieżnie odnotowuję kilka jeszcze rocznic: → zgonu w 1721 r. Aleksandra Selkirka, pierwowzoru Robinsona Crusoe; → wydania w 1781 r. niezwykłego katalogu obiektów astronomicznych Charlesa Messiera; → odkrycia – również w 1781 r. – cennego metalu wolframu/tungstenu przez Carla Wilhelma Scheele; → wydania w 1787 r. Krytyki czystego rozumu Immanuela Kanta; → przesłania przez Atlantyk pierwszego sygnału radiowego przez Marconiego w 1901 r.; → rocznice śmierci dwóch polskich dowódców wojskowych zmarłych emigracji, w Kanadzie – generała Józefa Zająca, zmarłego w 1963 r. – dowódcy bohatersko walczącej we wrześniu 1939 r. w ramach Armii „Kraków”, 23 Górnośląskiej Dywizji Piechoty i Wacława Teofila Stachiewicza, zmarłego w 1973 r. generała dywizji Wojska Polskiego, w latach 1935–1939 szefa Sztabu Głównego; → premiery w 1997 r. filmu Jutro nie umiera nigdy z agentem 007; → śmierci Josepha Hellera, zmarłego w 1999 r. amerykańskiego pisarza, w którego „kultowej” – przynajmniej dla mojego pokolenia – powieści Paragraf 22 zaczytywałem się w końcu lat 70. i → śmierci w 2002 r. polskiego futurysty Jana Młodożeńca.

A kto pamięta → o zorganizowanym przez UB w 1952 r. zjeździe 1500 księży-patriotów? → o ministrze spraw wewnętrznych „prylu” niechlubnej pamięci M. Moczarze? i o innym komunistycznym psuju w „prylu”, Lucjanie Motyce – jednym z ministrów od kultury i sztuki? → A czy pamiętamy o kolejnej rocznicy tzw. wydarzeń grudniowych 1970 roku, które miały miejsce po podwyżce cen żywności, i które doprowadziły do upadku pezetpeerowskiego satrapy, ludowego mędrka W. Gomułki.

A czy zachowujemy pamięć → o nieprawości wprowadzonego w Polsce w 1981 r. bez sankcji konstytucyjnej stanu wojennego na podstawie ustawy Rady Państwa z 12 grudnia tegoż roku? Warto też pamiętać nazwiska lewackich autorów poronionego i wieloznacznego żartu sprzed 10 lat, któremu zawdzięczamy ustawienie na rondzie Charles’a de Gaulle’a w Warszawie idiotycznej sztucznej palmy, w demoniczny zaiste sposób symbolizujących nasz status kraju postkolonialnego – republiki bananowej zwanej III RP.

Waga tych spraw i osób jest różna i jasno widać, że historia to nieustanny proces. Stare przysłowie mówi nic nie je się tak gorące jak kiedy się gotowało. To prawda. Czytający dziś te historie, wewnętrznym okiem wyobraźni lub pamięci – jeśli tylko się je posiada – widzi i słyszy tylko mniej lub bardziej wyraźne cienie i echa lat minionych. Czy zamierzchłe bitwy, spory, zbrodnie, zwycięstwa i klęski mają jakiś związek z nami? Co naprawdę łączy nas z tymi zmarłymi? Wieczność? A może to tylko nostalgiczny refren starej Ballady o Paniach minionego czasu (Ballade des dames du temps jadis) François Villona Où sont les neiges d'antan…? Tu mógłbym skończyć te rozważania, ale przywołam na koniec nieco może ryzykowne słowa, zrodzone ze współczucia dla wszystkich ludzkich losów, które wypowiada do napotkanego żebraka, wręczając mu datek, molierowski Dom Juan – je te le donne pour l’amour de l’humanité – ja zachowuje pamięć minionych pokoleń „dla miłości ludzkości”.

Koniec

Łukasz Pijewski






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.