Nasz wysłannik na pokazie antypolskiego film
data:27 listopada 2012     Redaktor: LordVader

Dzienny harmonogram, przygotowany przez organizatorów, przewidywał konferencję prasową z twórcami filmu „Pokłosie”, tuż po seansie.  Niestety okazało się, że planowanej i zapowiadanej konferencji nie będzie.

Podczas Festiwalu „Camerimage” mogłem zobaczyć ostatni film Władysława Pasikowskiego, „Pokłosie”. Do Sali kinowej wszedłem z całym bagażem wypowiedzianych opinii na temat tego filmu. Z jednej strony nie mogłem się uwolnić od delikatnego uśmiechu, jak tylko przypomniałem sobie któryś z żartów na temat osławionej „Cedyni Macieja Stuhra”. Z drugiej strony pamiętałem o dużej krytyce, jaka spadła na autorów filmu za antypolskość.
Wszystko to mieszało się z powtarzaną, jak mantra, częstą odpowiedzią aktorów grających w filmie, że to jest film o prawdzie, z jaką Polacy powinni się zmierzyć, co w konsekwencji ma być, jak dobrze zrozumiałem, formą narodowego rachunku sumienia, które jest splamione ogólnonarodowym antysemityzmem.
Dzienny harmonogram, przygotowany przez organizatorów, przewidywał konferencję prasową z twórcami filmu „Pokłosie”, tuż po seansie.  Niestety okazało się, że planowanej i zapowiadanej konferencji nie będzie.  Piękna kobieta, która witała wszystkich w Sali Głównej, Opery Nova, przed rozpoczęciem filmu, poinformowała, że konferencja się nie odbędzie. Z tego, co zgromadzonej publiczności zostało przekazane wynikało, że obecnie w internecie jest dużo zamieszania wokół filmu a jego twórcy „muszą się tłumaczyć”, dlatego nie będzie konferencji.
Trochę mnie to zdziwiło, bo widownia w bydgoskiej operze była całym sercem za filmem. Owacje były już w momencie wymienienia nazwiska reżysera filmu. Widocznie na Sali byli jacyś zawistnicy, którzy  mogliby zakłócić atmosferę zachwytu nad dziełem Pasikowskiego.
Sam film oglądało się dobrze. Nie było charakterystycznych, dla polskich filmów, kilkudziesięciu przestojów w akcji, kiedy to bohater idiotycznie wpatruje się w sufit, itp. Kolejna rzecz, która mnie mile zaskoczyła, to naprawdę dobre zdjęcia oraz muzyka. które mocno oddziałują na widza, doskonale oddając klimat grozy, który jest budowany w filmie.
To wszystko cieszy, ale jedynie na krótko. Tak dobrze, jak na polskie warunki, zrobiony film okazał się być ohydną manipulacją, propagandową nagonką na Polaków.  W filmie jest jasny, niezmącony niczym, przekaz, „Polacy mordowali Żydów i to bardziej brutalnie niż Niemcy, bo My nabijaliśmy dzieci na widły i przy tym mieliśmy dobrą zabawę”.  
To nie jest film poruszający jakiś problem dot. niektórych zdarzeń w historii Polski. To jest zwykły, dobrze i efektownie przygotowany, film propagandowy. Bardzo mocno, wręcz rażąco są podzieleni bohaterzy, na tych walczących o prawdę, kosztem wyjawienia zbrodni rodzinnej oraz zbrodni całego narodu polskiego oraz na tych, którzy do dnia dzisiejszego czerpią korzyści finansowe z mordu dokonanego rękami  ich dziadków i ojców.
Siła antysemityzmu w filmie stopniowo rośnie razem z budowaną grozą oraz z coraz większym pragnieniem poznania prawdy u jednego z głównych bohaterów.  
Po powrocie z drugiego dnia Festiwalu dowiedziałem się o konflikcie ideologicznym Bogusława Lindy z reż. Pasikowskim. No cóż, jak się okazuje, nie każdy aktor uczy się historii z Gazety Wyborczej i nie każdemu jest bez znaczenia, w czym gra. Może to, zniechęciło twórców filmu do spotkania z filmowcami na „Camerimage”. ???
 
WM
 
Zdjęcia. autor Jakub Przybylski





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.