Wypowiedź ks. profesora Chrostowskiego w trakcie wieczoru promującego książkę w Warszawie 10.11.2012.
/…/ Te dwa lata, ponad dwa lata, od katastrofy smoleńskiej tylko to wyostrzyły. Natomiast to się dzieje. Niemal nazajutrz po śmierci i pogrzebie Jana Pawła II, otóż wtedy zaczęła się ta konfrontacja, już pod koniec kwietnia 2005 roku.
Te tematy do oburzenia podsuwane są przez środowiska, które w ostatnim czasie wskazano. Wskazano swoisty trójkąt i ja zgadzam się z tą diagnozą. Mianowicie: rząd, Gazeta Wyborcza i TVN. I tutaj te trzy środowiska wspomagane oczywiście przez rozmaite poboczne kręgi, mniej czy bardziej głośne, bez przerwy podają tematy, motywy, przedmioty do tego, żebyśmy się oburzali.
I w związku z tym grozi nam, że bez przerwy będziemy reagować na to, co nam się podsuwa. To ma drugi skutek, moim zdaniem jeszcze bardziej niszczycielski, ten mianowicie, że gdybyśmy przy tej perspektywie pozostawali, to my robimy się nerwowi i znerwicowani, a jednocześnie próbuje się w nas umacniać jakieś poczucie bezsilności czy bezradności.
Jeżeli ta sytuacja się przedłuża to oczywiście rodzi to frustrację i rodzi to radykalizmy i frustracje aż w końcu tych, którzy bez przerwy są oburzeni spycha się, jak słabszego boksera na ring, tam mocno go jeszcze razi, poczym jak on pada gdzieś tam w tym narożniku to ten drugi podaje mu rękę i dostaje nagrodę fair play za dobre zachowanie. Otóż coś podobnego może i nam grozić. Dlatego wydaje mi się, że nam w sensie, że możemy być doprowadzeni do takiego narożnika, możemy zostać pobici, ale profity z tego wezmą inni. W związku z tym, wydaje mi się, że po tym odreagowaniu, odreagowywaniu, trzeba przejść na etap drugi - nie znaczy, że ten drugi jest docelowy. Ten drugi też jest punktem wyjścia do czegoś następnego. Ja bym go nazwał, w nawiązaniu do tytułu tej książki i naszego spotkania OBUDZENI. Obudzeni w tym znaczeniu, że potrafimy postawić właściwą diagnozę, potrafimy rozeznać sytuację, potrafimy znaleźć się w tych okolicznościach zawiłych, złożonych, rozeznając je takimi, jakie one są i, że to rodzi określone skutki, określone konsekwencje.
Jesteśmy obudzeni. Zgadzam się z przedmówcami, którzy mówili, że to obudzenie przychodzi za późno, że byliśmy długo bierni. Zarówno w latach 80-tych jak i potem w latach 90-tych. Mówię tu nie tylko o tych, którzy są zaangażowani w życie polityczne, ale mówię o tych, do których te meandry życia politycznego są kierowane, są adresowane i w nich wszyscy uczestniczymy.
Widziałbym wobec tego trzy płaszczyzny tego obudzenia. I znów pewne wątki były już podejmowane, przepraszam bardzo, że się powtarzam.
Sprawa pierwsza to jest poczucie tożsamości. Poczucie silnej tożsamości, tożsamości polskiej, tożsamości chrześcijańskiej, a zwłaszcza jeżeli chodzi o chrześcijaństwo, tożsamości katolickiej. To poczucie jest nam potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Przez ostatnich 20 lat, a wcześniej w inny sposób przez ponad 40 lat, zrobiono wiele, żeby to poczucie tożsamości rozmontować. Tymczasem, żeby wiedzieć kim jestem muszę wiedzieć skąd pochodzę. Pismo święte stawia sprawę tak: „pamiętaj o skale z której zostałeś wyciosany”. I to jest fundament do dania poczucia tożsamości.
Proszę zwrócić uwagę, że jedna z głównych batalii, na naszych oczach, toczy się nie o dziś i o jutro, tylko toczy się o wczoraj, toczy się o przeszłość. Toczy się o historię, dlatego że ci, którzy tę batalię prowokują i zmieniają wizerunek historii dobrze wiedzą, że ten kto dokona reinterpretacji przeszłości, ten ma w ręku również klucz do przyszłości. Dlatego troska o przeszłość, troska o naszą historię.
Weźmy przykład pierwszy z brzegu, który nam się dzisiaj nasuwa. Dzisiaj mamy kolejny dzień, 10 dzień miesiąca, w którym wspominamy Smoleńsk 2010. Wspominanie, pamięć o Smoleńsku, ono ma wtedy prawdziwy sens, wtedy zdobywa prawdziwe znaczenie, kiedy jest pamięcią o Katyniu 1940. W przeciwnym wypadku, może się zdarzyć, że zwycięstwo pogrobowe, czy jakiekolwiek, odnoszą ci, którzy przez całe lata fałszowali prawdę o Katyniu, a teraz też udało się im ją, w tej narracji historycznej, zepchnąć na daleki plan. I nie bardzo już zdajemy sobie sprawę, dlaczego ten Katyń w ogóle zaistniał.
Ja tutaj widzę zwłaszcza jeden obszar, to znaczy jest wiele obszarów, ale ten poddaję państwu pod uwagę. Proszę zwrócić uwagę, że zupełnie nie mówi się i nie mówiło się i dawniej, teraz też, o naturze narodowego socjalizmu czyli nazizmu, w jego brunatnej formie, hitlerowskiej i nie mówi się o naturze międzynarodowego socjalizmu, komunizmu w jego barwie czerwonej.
Otóż Katyń 1940 to była sowiecka, ja nie mówię rosyjska, aczkolwiek Rosjanie w tym maczali palce na rozmaite sposoby, to była sowiecka zemsta za rok 1920. Upłynęło zaledwie 20 lat i oni dobrze wiedzieli kogo chcą rozstrzelać i podpisujący dekret doskonale wiedział, że to jest zemsta.
Wobec tego, żeby zrozumieć Katyń musimy zadać sobie pytanie czym był ten śmiercionośny system. Dobrze wiadomo, że pozostał on w gruncie rzeczy nie rozliczony i bezkarny, a ci którzy byli jego budowniczymi, sprawcami potrafili się przeorientować i pozostali też bezkarni.
Zatem budowanie poczucia tożsamości to jest pierwsza sprawa. To jest zadanie, które powinno również zostać podjęte przez Kościół katolicki. Nie mówię o innych Kościołach, dlatego że trudno jest stawiać, wyznaczać zadania innym, ale własnemu Kościołowi tak. Pan minister słusznie wskazał, że księża, duchowni w ostatnim czasie, a w historii tak samo, byli forpocztą patriotyzmu. Kościół był miejscem, w którym patriotyzm się rozwijał. Proszę zwrócić uwagę, że poprzez rozmaite frazesy, puste formuły itd. próbuje się tę jedność rozbić. I próbuje się poprzez frazes niemieszania się księży i duchownych do polityki, usunąć patriotyzm poza nawias tego, co się dzieje w naszych świątyniach.
Wymiar drugi, płaszczyzna druga to jest poczucie godności. Otóż, gdy wiemy, kim jesteśmy to rodzi się potrzeba żeby to wyartykułować. Poczucie godności nie ma nic wspólnego z pychą, z arogancją, z niechęcią wobec innych, z nienawiścią, wrogością. Dopiero wtedy, kiedy człowiek wie, kim naprawdę jest i ma poczucie godności, dopiero wtedy z szacunkiem i z respektem odnosi się do innych. I dopiero wtedy takiego szacunku i respektu wymaga także dla siebie. Poczucie godności może się rozwijać na zasadzie wzajemności nie na żadnej innej zasadzie.
Tymczasem, zwracam uwagę w przeddzień Święta Niepodległości, pod tym względem pozostaje coraz więcej do zrobienia. Samo przedstawienie Polaka, zdjęcia czy rysunku, wyobrażenie Polaka z flagą czy nawiązującego do tego, co tworzy naszą przeszłość jest od razu przedstawiane, jako element takiej narracji, która czyni z nas antysemitów, która czyni z nas wrogów innych ludzi, rasistów itd., itd. Otóż nie, my musimy mieć świadomość, że ktoś, kto trzyma w ręku flagę, naszą narodową flagę, ojczystą flagę wpisuje się w rząd tych, których były tysiące i miliony, którzy dla tych barw, dla biało-czerwonej oddali swoje życie. Poświęcili wszystko, co mieli. Możemy poczucie godności budować zwłaszcza przy rozwijaniu miłości do tych wszystkich, którzy byli wcześniej.
Tu w szczególniejszy sposób zwracam uwagę jeszcze na jeden aspekt z tym związany. Otóż po drugiej wojnie światowej zrobiono nazbyt wiele, żeby zabić naszą pamięć o kresach. Wiadomo, że jeżeli chodzi o sytuację polityczną, to w tej chwili, ona jest taka i zapewne taką długo pozostanie. Musimy zdać sobie sprawę z realiów. Ale my nie możemy siebie do końca zrozumieć i nie możemy doświadczyć, przeżywać swojej godności bez pamięci o tych, którzy przez kilkaset lat tam właśnie tę polskość tworzyli i również kładli dla niej fundamenty. To nie są tylko podróże sentymentalne. Kiedy je odbywamy na kresy i północne, i wschodnie, i południowe to widzimy, że tam odnajdujemy siebie, tam rozpoznajemy siebie. I myślę, że jednym z zadań jest również wzgląd na tę przeszłość, która tam znalazła wyraz w kamieniach, pomnikach, cmentarzach, kościołach, świątyniach.
I wreszcie trzeci wymiar. Też o nim była mowa. To jest odpowiedzialność. Poczucie odpowiedzialności sprawia, że nie możemy milczeć, dlatego że milczenie to też jest jakaś postawa, jakaś reakcja. Nie znaczy to jednak żebyśmy poprzestawali wyłącznie na krzyku, na okrzykach, czy na takich reakcjach, które łatwo ośmieszyć, albo łatwo sprowokować. Pan minister Antoni Macierewicz słusznie powiedział, że wszelkie prowokacje polityczne bazują na tym co szczytne i na tym polega ich perwersja, żeby odwrócić zupełnie role. Tak zresztą było od początku dziejów świata.
Kiedy czytamy opowiadanie o upadku pierwszych ludzi to doszło do nieposłuszeństwa Adama i Ewy dlatego, że został im odwrócony, zmieniony wizerunek Boga. Prowokacja ma to do siebie, że im sprytniejsza tym ją trudniej wykryć, opisać. Tym niemniej, możemy jednak elementy tej prowokacji rozpoznawać, możemy je wskazywać i możemy wobec tego odnosić się w sposób skuteczny.
Zatem odpowiedzialność. Ja bym nie szukał tylko tej odpowiedzialności w kręgach bardzo rozległych. Jest to odpowiedzialność we własnej rodzinie, za wychowanie własnych dzieci, własnych wnuków. Odpowiedzialność za najbliższy krąg, za sąsiadów, odpowiedzialność za krąg taki jaki stanowi parafia, wspólnota w gminie. A ci z nas, którzy mają większe, szersze kręgi, szersze możliwości oddziaływania oczywiście odpowiedzialność tam.
A więc tożsamość, godność, odpowiedzialność i to jest, można by powiedzieć, ten drogowskaz. I jeszcze jedna uwaga. Drogowskaz ma to do siebie, że nie osiąga tego celu, który wskazuje, tylko stoi w miejscu. Wiele u nas jest mówienia i wskazywania jak trzeba postępować, co trzeba zrobić. Natomiast mało jakby idzie w tym kierunku, czy za mało spośród nas idzie w tym kierunku, który drogowskazy wskazują. Lecz te drogowskazy muszą być, one są konieczne.
I drodzy państwo, wszystko sprowadzę do jeszcze jednego. Mianowicie do tego, że zarówno budowanie tożsamości, godności i odpowiedzialności powinno się odbywać przy respekcie dla naszej najnowszej historii, tej dawniejszej tak, ale i obecnej również. Proszę zwrócić uwagę, że z tej narracji historycznej XX-wiecznej zupełnie usunięto kardynała Stefana Wyszyńskiego. Gdy Go usunięto to Jego miejsce, miejsce Jego heroizmu zajęli inni, którzy wepchali się tam szturmem na pierwsze strony „Gazety Wyborczej”. Proszę poczytać ich nazwiska. Mam nadzieję, że państwo nie klaszczą dlatego, że oni tam się wepchali. Proszę poczytać ich nazwiska na 20-tą rocznicę tych tzw. częściowo wolnych wyborów. Rocznicę, która była obchodzona w 2009 r. Tam miejsca dla kardynała Stefana Wyszyńskiego nie było. Tymczasem trzeba powiedzieć jasno, niestety nie mam czasu, żeby tę myśl rozwinąć. Drodzy Państwo mówimy Solidarność, ale był czas przed Solidarnością, czas kardynała Stefana Wyszyńskiego, czas wielkiego Prymasa tysiąclecia. Natomiast od roku 1978, od 16 października to i Solidarność, i opozycja, i działacze rozmaici, i tak dalej dostali nowych skrzydeł, nowych możliwości, dlatego że w Rzymie był ten kto się za nich wstawiał, o nich pamiętał. I nawet w najbardziej mrocznym czasie, jakim był czas stanu wojennego, ogłoszenia stanu wojennego, oni nie byli zostawieni samym sobie. I papież zapłacił za to okrutną cenę, bo 13 maja 1981 roku właśnie dlatego do Niego strzelano. Dzięki Bogu przeżył.
A więc potrzebne jest pisanie historii takie, które wydobędzie i kim jesteśmy, i naszą godność, i naszą odpowiedzialność. Bardzo dziękuję.