Na rozdrożu.
data:17 listopada 2012     Redaktor: LordVader

Wszyscy wypełnili swoje rytualne role. Winnicki z Zawiszą mają swoją partię polityczną. Red. Sakiewicz został uwolniony od piętna „faszyzmu”. Policja mogła przetestować sprzęt i taktykę.

11 listopada, zaraz po zakończeniu Marszu Niepodległości, kiedy organizatorzy zaprosili wszystkich na Agrikolę, wartki tłum popłynął w dół w stronę parku i ustawionej tam sceny.
 

Na placu „Na rozdrożu” zostały Kluby Gazety Polskiej, by kontynuować marsz w stronę pomnika marszałka Piłsudskiego. Uczestnicy „Marszu Sakiewicza” szli dalej, by oddać hołd „swojemu” twórcy niepodległości , narodowcy zakończyli na „swoim”, czyli na pomniku Dmowskiego.

 

Trudno było nie zauważyć, jak adekwatna stała się nazwa placu.
Na rozdrożu.

 

Na Agrykoli natomiast powołano do życia Ruch Narodowy i, jak się wydaje, jego zbrojne ramię - Straż Niepodległości. Liderzy narodowców, uniesieni frekwencyjnym sukcesem, jakby nie dostrzegali, że większość uczestników Marszu Niepodległości nie koniecznie w pełni identyfikuje się z nimi politycznie.

Ale co tam!

Redaktor Sakiewicz też chyba może mówić o pewnym sukcesie, ostatecznie przestanie być w końcu identyfikowany z „faszystowskim” marszem.

 

Władze okupujące naszą Nieszczęśliwą Ojczyznę, oczywiście też odniosły sukces !

 

Koledzy po cywilnemu, w zielonych kominiarkach (CBŚ?), dzielnie rzucali racami w kolegów z mundurówki, tak skutecznie, że kilku nawet było rannych! Można też było przećwiczyć strzelanie z gumowych kul do bezbronnego tłumu oraz wyładować frustrację, spowodowaną wydłużeniem wieku emerytalnego, pałując jakiegoś bezrobotnego kibola.

 

Zaprzyjaźnione telewizje pokazały, co miały pokazać. Scenariuszy napisanych wcześniej nie trzeba było modyfikować. Wyszło taniej i obyło się bez nerwowych telefonów do zarządu: „Co i jak mówić?”.
 

Przyznaję się bez bicia, że mnie bardziej pasowała trasa marszu ubiegłorocznego, obok pomnika Marszałka do pana Romana. Pamiętam wzruszenie, gdy biało-czerwona rzeka skandowała „Roman Dmowski wyzwoliciel Polski”, ale gdy mijaliśmy Marszałka, wszyscy zaintonowali „Pierwszą Brygadę”. Może właśnie wtedy blady strach padł na naszych wrogów.

 

Dziś jest inaczej.
 

Wszyscy wypełnili swoje rytualne role. Winnicki z Zawiszą mają swoją partię polityczną. Red. Sakiewicz został uwolniony od piętna „faszyzmu”. Policja mogła przetestować sprzęt i taktykę. Celebryci medialni w „Kawie czy herbacie” mogą spokojnie dalej martwić się warcholstwem społeczeństwa, w którym przyszło im żyć.

 

Chyba jedyną grupą, która nie odniosła sukcesu 11 listopada, są sami Polacy, przerażeni postępującym rozkładem Narodu i Państwa.


PS.
Ci, którzy znają typografię Warszawy, wiedzą, że pomnik Romana Dmowskiego jest bardzo blisko pomnika Józefa Piłsudskiego, a pomiędzy nimi w Łazienkach stoi pomnik Fryderyka Chopina. Noc listopadowa nastraja jakoś mistycznie. Gdyby 11 listopada pomniki przemówiły, jak zabrzmiałby ten dialog?

Dmowski: „Moich było więcej!”


Piłsudski: „Ale moi są ładniejsi!”
Dmowski: „Ty masonie !!!”
Piłsudski: „Ten bredzi jak zwykle... To jakaś mania prześladowcza.”
Dmowski: „Nie mania, tylko chłodna kalkulacja polityczna.”
Chopin: „Spokojnie, chłopcy, coś wam zagram.”
Dmowski: „Ten sam kawałek, co zawsze. Nigdy nie pamiętam tytułu.”
Piłsudski: „ Tak, też go lubię. Jak to się nazywało? Cholera, skleroza!”
Chopin: „Spokojnie, panowie! Nie tytuł jest ważny. Ważna jest… melodia.”
I Fryderyk zagrał.
A oni słuchali.

Lord Vader

 






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.