Bożena Ratter: Korzenie von Olszewskiego
data:07 listopada 2012     Redaktor: csp

2 października 2012 roku do Żywca (woj. śląskie), na pogrzeb arcyksiężnej Marii Krystyny Habsburg przyjechali potomkowie Habsburgów-„najbardziej wpływowej i najstarszej europejskiej dynastii.

 

Wola ostatnia Alfreda von Olszewskiego, grafa w Warmątowicach, z 15 marca 1909 roku:

„choć słowa te kreślę po niemiecku przed pruskim notariuszem, dziś czuję się Polakiem i ulgę sprawia mi wyznanie powrotu do wiary i tradycji przodków. Sprawa w tym wielka i zasługa Henryka Sienkiewicza i książek jego, które obudziły sumienie moje i ducha narodowego. Dziś, gdy krzyżacka buta powraca z nową siłą, gdy ruguje się Słowian z ojcowizny, ja sam jestem przedmiotem szykan ze strony władz i niechęci sąsiadów moich.

 

Przeto wolą moją jest by dzieci do roku 30 swego życia złożyły 3 egzaminy: z języka, kultury i historii Polski, przed egzaminatorem wiarygodnym i przeze mnie ustanowionym. Życzeniem moim jest, by córka przyjęła wiarę katolicką. W razie niespełnienia warunków moich postanawiam majątek mój, to jest dobra wsi Warmątowice (287 ha) z dochodem rocznym marek 12927 i drugi majątek, 140 ha z dochodem 5834 marek, nadto pałac w Warmątowicach z parkiem 8 ha, wart milion marek w złocie, zapisać Henrykowi Sienkiewiczowi, nobliście. Żywię nadzieję, że po śmierci mojej, choć część majątku zgromadzonego przez ród Olszewskich na Śląsku powróci nad Wisłę i przyczyni się do odrodzenia narodowego ducha.”

 

W testamencie było jeszcze życzenie, aby pochowano go według rzymskokatolickiego obrządku i nad grobem zagrano mu pieśń „Jeszcze Polska nie zginęła”(słowa tej pieśni zamieszczone są w niemieckim tekście testamentu po polsku).

 

Tak licznie przedstawiciele arystokracji europejskiej ostatni raz zjechali do naszego kraju w kwietniu 1933 roku, kiedy to odbył się pogrzeb jej dziadka, arcyksięcia Karola Stefana Habsburga Lotaryńskiego, polonofoba, który z pasją grał Chopina” (RP 13-14 października 2012).

 

Dziadka Marii Krystyny urzekły krajobrazy i polska kultura do tego stopnia, iż nauczył się języka polskiego i uparcie go używał w obecności Prusaków. Jego dzieci również musiały zacząć uczyć się języka i historii polskiej. Gdy wybuchła II wojna światowa ojciec Marii Krystyny, Karol Olbracht , osobisty więzień Himmlera, był katowany i łamany psychicznie by podpisał volkslistę. Tortury spowodowały paraliż i utratę wzroku, lecz nie złamały arcyksięcia. Karol, brat Marii Krystyny służył w dywizji generała Stanisława Maczka. Kazimierz, przyrodni brat, walczył pod Narvik a w 1942 roku został sekretarzem polskiej misji w Gibraltarze. Matka Marii Krystyny „robiła nasłuchy i tłumaczyła przemówienia z londyńskiej radiostacji dla łączników Armii Krajowej”.

 

Po wojnie, ludowe władze PRL zmusiły rodzinę Habsburgów do opuszczenia Polski bezpowrotnie. Powrót Marii Krystyny do ukochanej ojczyzny nastąpił dopiero w 2001 roku. Wdzięczne władze Żywca zaprosiły ją do Polski i ofiarowały apartament w Zamku (będącym przed wojną własnością rodziny).

 

Upominam się o lekcje historii dla posłów i senatorów wybranych demokratycznie i służących nam wszystkim. W niedzielnej audycji Lwowskiej Fali wysłuchałam wypowiedź Ireny Kuleszy, wieloletniego redaktora naczelnego Gazety Lwowskiej, osoby szczególnej, bo kawał życia przepracowała we Lwowie i na pewno ma dobre spojrzenie na potrzeby Polaków za wschodnią granicą.  Jak mówi Pani Irena, „sytuacja, która zaistniała jest skandaliczna, kolejna decyzja, która pozbawia Polaków na Kresach dostępu do polskiego słowa, do polskich mediów. Oni już raz byli pozbawieni polskich mediów, przez 50 lat komuny, od 1939 do 1989 roku.”

 

 Z przerażeniem słucham o pomysłach decydentów z Warszawy, o narzucaniu polskim dziennikarzom na wschodzie, o czym i jak mają pisać, przypomina to czasy stalinowskie. A propozycja senatora by polskie gazety miały dodatki w języku ukraińskim, litewskim, rosyjskim czy białoruskim jest dla mnie niezrozumiała, przecież tymi językami posługują się wszystkie inne środki przekazu u naszych wschodnich sąsiadów.

 

Znacznie więcej mam zaufania do Polaków z Kresów, którzy jeszcze przed I wojną światową posiadali wiedzę i doskonałą znajomość kilku języków, umożliwiającą im współpracę z luminarzami światowego biznesu, nauki i kultury i co nie zwalniało ich z obowiązku posługiwania się piękną polszczyzną, czego nie można powiedzieć o niektórych współczesnych "luminarzach". Gazeta polska na wschodzie powinna służyć zachowaniu i pielęgnowaniu czystego języka polskiego, polskiej tradycji i kultury, propozycja decydentów z Warszawy wygląda na sabotaż, na kolejny cios zadany naszym rodakom, Polakom, którzy nie z własnej woli znaleźli się poza terenem III RP.

 

W 1931 roku, w Siemianowicach na Śląsku, istniało gimnazjum żeńskie im. Marii Konopnickiej. Do szkoły uczęszczały panienki z bogatych i ubogich domów, którym szkoła udzielała wielkiego wsparcia w postaci dożywiania, opieki lekarskiej, finansowania wycieczek itp.. Dziewczęta otrzymywały w gimnazjum staranne wykształcenie z nauk ścisłych i humanistycznych, nauce towarzyszyła dbałość o tężyznę fizyczną. Nie tylko ćwiczenia na szkolnym boisku, które pełniło również rolę kortów tenisowych, ale wycieczki w góry i oczywiście krajoznawcze. A więc Kraków, Podlasie czy Kartuzy to były lekcje historii, geografii, kultury i miłości do kraju. Nauka języka polskiego i niemieckiego w tej szkole to edukacja na całe życie a czasami ratunek. Dzięki perfekcyjnej znajomości niemieckiego udało się ustrzec rodzinę przed zesłaniem do obozu a nawet dotrzeć do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Gross Rosen z paczką zawierającą ciepłe skarpety dla zesłanego do kamieniołomów brata.  Ukończenie gimnazjum pomogło w znalezieniu dobrej pracy, zatrudnienie w Hucie „Zgoda” nie wymagało bycia w „układzie” i nie zawierano wówczas umów śmieciowych. Pracodawca w tamtych czasach znał pojęcie integracji. Polegała ona na wspólnych wyjazdach pracowników do Krakowa, na Polesie, Podlasie, do Wilna. Bo na Śląsku mieszkali Polacy, z różnymi korzeniami, ale Polacy, żywo zainteresowani siłą i dobrobytem kraju i obywateli.

 

Otrzymane w hucie apanaże zezwoliły na wynajęcie mieszkania u zamożnych Ślązaków o korzeniach niemieckich, którzy swą lojalność względem Polski przepłacili życiem w niemieckim obozie koncentracyjnym gdyż nie chcieli podpisać volkslisty.

Po wojnie, w III RP, bogactwo języka polskiego w pismach przygotowywanych przez referenta wydziału oświaty, absolwentkę gimnazjum w Siemianowicach, nastręczało problemy czytającemu szefowi, trzeba było się tłumaczyć z użytego słowa „ predestynowany”.

 

Zgadzam się z tytułem „wiarygodność to rzecz najważniejsza”, dlaczego więc odpowiedzialni za media, edukację i Polskę są tak niewiarygodni w swych poczynaniach? Jakie oni mają korzenie?
 

Bożena Ratter
Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.