Adamowicz - gdański patrycjusz
data:29 sierpnia 2012     Redaktor: csp

Prezydent Gdańska zachwalał innowacyjność twórców Amber Gold, co wielu mieszkańców Trójmiasta mogło skłonić do zainwestowania swoich pieniędzy w trefnym parabanku. Paweł Adamowicz nie poczuwa się jednak do odpowiedzialności. Wykazuje się innowacyjnością, tyle że w pomnażaniu prywatnego majątku. Wyrzuca starszych gdańszczan na bruk, a sam jest już właścicielem siedmiu mieszkań.

– Z pewnością za aferę Amber Gold jest bezpośrednio odpowiedzialny politycznie prezydent Adamowicz. Tłumaczy się, że jego opowieści o panu Plichcie jako Wałęsie naszych czasów, były przypadkowe. Ale Adamowicz naprawdę tak sądził i uchodził za przyjaciela Plichty. Odpowiedzialność polityczna jest absolutnie bezpośrednia. Gdyby miał minimum godności, to od razu powinien zrezygnować ze stanowiska – mówi „TS” Krzysztof Wyszkowski, uczestnik strajku w sierpniu ’80 roku w Stoczni Gdańskiej.
 
A Janusz Śniadek dodaje: – Promowanie przez prezydenta Adamowicza Amber Gold pokazuje poziom etyczny ludzi Platformy. „Łapaj złodzieja”, wrzeszczy teraz Platforma. A afera Amber Gold nie jest oderwanym wypadkiem, ale skutkiem określonej polityki PO, która daje przyzwolenie na funkcjonowanie na pograniczu prawa. Państwo znika, ludzie są pozostawieni sami sobie. Tak samo jest w oświacie, służbie zdrowia, sądownictwie – radź sobie sam, bo państwo ci nie pomoże – ocenia były szef „S”, dziś poseł PiS.
 
Bezbrzeżnie naiwny?
W reklamie wykorzystuje się celebrytów, osoby znane, autorytety. Prezydent Adamowicz, niewątpliwie polityk obdarzony zaufaniem publicznym, zachwalał Amber Gold, który okazał się piramidą finansową. Choć rzecznik prezydenta miasta Antoni Pawlak twierdzi inaczej. – Prezydent Adamowicz nigdy nie wystąpił w żadnej reklamie. Nigdy też nie promował firmy Amber Gold. Z uznaniem wyraził się o linii lotniczej OLT Express. A to jednak subtelna różnica – utrzymuje.
Twierdzeniom Pawlaka przeczą fakty. Na stronie internetowej firmy pod datą 8 maja 2012 można przeczytać: „Prezydent Gdańska oficjalnie podziękował sponsorom filmu m.in. Grupie Amber Gold,  która jak dodał, fantastycznie się rozwija.  – Czujecie ten moment, czujecie innowacyjność. Wałęsa też był innowacyjny dla swoich czasów, bardzo Wam dziękuję – powiedział Paweł Adamowicz”. Fragmenty tej konferencji pokazały stacje telewizyjne. – Prezydent Adamowicz skompromitował się. To, co robił, było niedopuszczalnym nadużywaniem funkcji publicznej do promowania prywatnego interesu. Zwłaszcza porównywanie innowacyjności Wałęsy do innowacyjności ludzi Amber Gold. Chociaż jeśli chodzi o poziom etyczny, niestosowność tego porównania nie jest aż tak ogromna – śmieje się Śniadek. – Adamowicz nie robił tego bezinteresownie. Promował Amber Gold za określone profity dla miasta, choćby współfinansowanie filmu Wajdy o Wałęsie.
Premier Donald Tusk na konferencji prasowej 14 sierpnia powiedział, że reputacja właściciela Amber Gold była w Trójmieście powszechnie znana. Czy mógł o niej nie wiedzieć prezydent Gdańska? Jakie związki łączą Marcina Plichtę z Pawłem Adamowiczem?
– Płeć oraz to, że obaj są mieszkańcami Gdańska – sili się na dowcip rzecznik prezydenta. – Ale ta ostatnia relacja łączy trochę ponad 400 tys. ludzi. Trudno znać tyle osób. Wśród tych mieszkańców Gdańska, których prezydent nie miał okazji poznać osobiście, znajduje się także pan Plichta – utrzymuje.
 
Co innego mówi wielu ludzi w Gdańsku. Twierdzą, że Plichtę i Adamowicza łączyły bliskie relacje.
Karol Guzikiewicz, wiceszef „S” w Stoczni Gdańskiej i przewodniczący Komitetu Odwołania Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza podkreśla, że przez aktywność prezydenta Amber Gold została uwiarygodniona. – Prezydent miasta chwali, finansują film o Lechu Wałęsie, wiele osób mogło pomyśleć, że to firma godna zaufania. Dziś wiemy, że premier ostrzegł syna dużo wcześniej niż wybuchła afera, czyli musiał zostać ostrzeżony przez służby. Prezydent Adamowicz promował kogoś, kto stał na szczycie piramidy finansowej. Trudno sobie wyobrazić, by burmistrz zachodniego miasta, który uwiarygodniłby taką osobę, nie poniósł konsekwencji politycznych. I dodaje: – Lotnisko w Gdańsku jest lotniskiem miejskim i jeżeli z kimś podpisuje kontrakt, a to był główny port obsługujący OLT Express, musi zostać przeprowadzony wywiad gospodarczy, sprawdzona wiarygodność finansowa. Nie wierzę prezydentowi Adamowiczowi, kiedy mówi o swojej „bezbrzeżnej naiwności”.
 
Radny Gdańska Kazimierz Koralewski uważa, że prezydent powinien zostać odwołany. – Za samą sprawę promowania Amber Gold powinien zniknąć ze sceny politycznej. Gdy firma odwoływała już loty, jeszcze znajdowali się ludzie, którzy wpłacali pieniądze na jej konto. Prezydent wyprowadził wielu mieszkańców na manowce. Podobne firmy-krzaki pojawiały się na Wyspie Spichrzów – dziś to obraz nędzy i rozpaczy. Prezydent Adamowicz, jak widać, niczego się nie nauczył.
Zdaniem posła PiS Andrzeja Jaworskiego sądy i prokuratury stworzyły układ gdański, który chronił prezesa Amber Gold. – W tym układzie uczestniczą osoby tworzące środowisko polityczno-towarzyskie, znani politycy PO i ludzie biznesu, którzy czerpią pełnymi garściami tylko dlatego, że są związani z PO.
 
Od stróża do milionera
W 1989 r. Paweł Adamowicz wspólnie z Janem Krzysztofem Bieleckim, Donaldem Tuskiem i Januszem Lewandowskim organizuje Kongres Liberałów. Od tego momentu kariera Adamowicza nabiera wyraźnego przyspieszenia. Bo chociaż jeszcze w 1990 roku pracuje jako stróż nocny w Gdańskim Towarzystwie Naukowym, to żegna go już jako prorektor ds. studenckich Uniwersytetu Gdańskiego (absolwentem Wydziału Prawa i Administracji zostaje w 1989). To szczególny w skali kraju przypadek, by prorektorem uniwersytetu zostawał 25-letni magister, praktycznie bez żadnego doświadczenia akademickiego. W przełomowym dla Adamowicza roku ’90 zostaje radnym Gdańska, a w sejmiku województwa obejmuje funkcję wiceprzewodniczącego. Szybko pnie się po szczeblach kariery. W ’98 roku rada miasta powołuje Adamowicza na prezydenta Gdańska. W 2002 roku zostaje nim ponownie, w wyborach bezpośrednich. Mieszkańcy szybko nadają mu ksywę „Budyń”, nawiązującą do niezdecydowania. Jednak prezydent niezwykle skutecznie powiększa swój prywatny majątek. Wystarczy porównać dwa oświadczenia majątkowe z 2006 i 2012 roku. Jeszcze w 2006 roku prezydent Gdańska jest właścicielem dwóch mieszkań o łącznej wartości 224 tys. zł i dwóch działek (108 tys. zł). Jako prezydent zarabia rocznie ok. 147 tys. zł. Po sześciu latach (oświadczenie złożone w kwietniu 2012) Adamowicz posiada już siedem mieszkań o łącznej powierzchni ok. 425 mkw. i wartości blisko 2,3 mln zł. Oprócz pensji prezydenta (ok. 177 tys. zł rocznie), w 2011 roku zarobił dodatkowo prawie 118 tys. zł jako przewodniczący dwóch rad nadzorczych miejskich spółek: Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej i Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA. Oprócz tego wartość jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych należących do Adamowicza 31 grudnia 2011 wynosiła ponad 0,5 mln zł. W kwietniu prezydent spłacał cztery kredyty (2 hipoteczne i 2 budowlane), ale w przypadku jednego do spłaty pozostawało zaledwie ok. 450 zł, w trzech pozostałych – łącznie ok. 390 tys. franków szwajcarskich. Jednak na spłatę rat kredytów prezydent mógł przeznaczać pieniądze otrzymywane z wynajmu mieszkań – w 2011 roku z tego tytułu uzyskał 90 tys. zł.
 
Głodówki przed urzędem miasta
Z dochodami blisko 400 tys. zł rocznie Adamowicz może sobie pozwolić na zakup jednego mieszkania rocznie. Wszystko ma udokumentowane. Wątpliwości budzi prowadzona przez niego miejska polityka mieszkaniowa. Lokatorzy komunalni, którzy mają zaległości w opłatach za czynsz, są eksmitowani. Najpierw protest głodowy przed urzędem miasta rozpoczął Wojciech Dąbrowski, 65-letni historyk sztuki. – Jego była, chora żona, została wyrzucona na bruk, nie zgodzono się na wstrzymanie egzekucji komorniczej, mimo zobowiązania pana Dąbrowskiego, że dług spłaci. A dług powstał stąd, że kobiety, byłej nauczycielki z Gdańska, nie było stać, by niemal całą emeryturę przeznaczać na czynsz ustalony przez Adamowicza. Zaproponowano jej przytułek w Nowym Porcie – mówi Karol Guzikiewicz, który wspiera głodujących.
Bo coraz więcej osób mieszkających w centrum miasta nie stać na czynsz. 21 sierpnia głodówkę przed urzędem rozpoczęła także Wiesława Rozmarynowska, która straciła mieszkanie na ul. Długiej. Dwa dni później na podobny krok chciała się zdecydować inna, 84-letnia kobieta. – Nie pozwoliliśmy jej na to z uwagi na wiek – mówi Karol Guzikiewicz.
 
Co na to rzecznik prezydenta?
– Ze sprzedaży mieszkań na terenie Głównego Miasta są wyłączone lokale znajdujące się na parterach i pierwszych piętrach. Miasto oferuje ich najemcom lokale zamienne, a odzyskane w ten sposób mieszkania przekwalifikowuje w lokale użytkowe, aby pobudzić ruch turystyczny i atrakcyjność Głównego Miasta – odpowiada Antoni Pawlak. – Ponadto mieszkanie można sprzedać wyłącznie jego najemcy. Pani Rozmarynowska nie jest najemcą lokalu przy ul. Długiej. Umowa najmu została jej wypowiedziana w 2009 roku. Za długi.
Karol Guzikiewicz odpowiada:
– Za komuny zasiedlano mieszkania dolnego miasta Gdańska robotnikami, ludźmi o niskich dochodach. Śp. ks. prałat Jankowski mówił mi: „moi parafianie nawet nie są w stanie opłacić energii elektrycznej, nie wspominając o inwestycjach”. Dziś próbuje się tych ludzi wyeksmitować na peryferie Gdańska. Prezydent Adamowicz mówi o ideałach Solidarności, a wyrzuca starszych ludzi na bruk.

O Komitecie Odwołania Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza, pościgach Straży Miejskiej za Karolem Guzikiewiczem i grożącym mu areszcie, drogim życiu w stolicy Pomorza, „tęczowym muzeum” i „sukcesach” prezydenta Gdańska czytaj w następnym numerze „TS”.
 
To człowiek wtajemniczony w operacje finansowe PO – mówi Krzysztof Wyszkowski, założyciel Wolnych Związków Zawodowych, uczestnik strajku w sierpniu ’80 roku w Stoczni Gdańskiej.
 
– Paweł Adamowicz to dobry prezydent Gdańska?
– Jest zupełną łamagą. Najlepszym dowodem na brak zdolności kierowania miastem jest Wyspa Spichrzów, gdzie po 20 latach niepodległości nadal niszczeją zabytki. Po drugiej stronie Starego Miasta, na Biskupiej Górce, nadal rezyduje policja, tak jak kiedyś ZOMO, a poniżej są slumsy. To centrum miasta. Ten człowiek nie potrafi zadbać o podstawowe rzeczy. Kroplą, która przelała czarę, jest sposób zarządzania dorobkiem Solidarności. Tragiczna sytuacja Europejskiego Centrum Solidarności, które za kilkaset milionów buduje bunkier przy Pomniku Poległych Stoczniowców, radykalnie pomniejszając pomnik. Ta instytucja złożona jest z ludzi, którzy mają zamazać prawdę o Solidarności, a wywyższyć fałszywych bohaterów w rodzaju Henryki Krzywonos i bronić hagiografii Lecha Wałęsy. A już szaleństwem prezydenta miasta było przywrócenie Lenina na bramę stoczni. To oburzające! Przecież ludzie ginęli, by Lenina obalić. Nazwa z Leninem przeszła do historii i tak powinno pozostać. Pomysł jego przywrócenia powstał w głowie pani Nieznalskiej, artystki znanej z powieszenia męskich genitaliów na krzyżu. To są tego typu pomysły. Tego człowieka trzeba koniecznie usunąć.
– Czy Andrzej Wajda radził się Pana w związku z filmem o Lechu Wałęsie?
– Ależ skąd! Myślę, że tam jest surowy zakaz kontaktów ze mną. Najlepszy dowód, że nie wolno w filmie podać niektórych nazwisk, np. Andrzeja Gwiazdy. Incydentalnie pokazana jest Anna Walentynowicz, zresztą jako osoba niezrównoważona. To problem nie tylko Wajdy, ale i jego scenarzysty.
– Czytał Pan scenariusz filmu?
– Tak. To żałosna, socrealistyczna hagiografia. Próby lawirowania, że niby podpisał, ale nie podpisał, łapanie lewą ręką za prawe ucho. Od policjanta, który go przesłuchuje, jakoby dowiaduje się o narodzinach syna, a żona rodzi, kiedy on zostaje aresztowany. Dramatyczne, ale fikcyjne sceny. Hagiografia na rzecz wspólnej obrony własnej przeszłości. Wszyscy ci ludzie bronią swoich związków z komunizmem, w tym z PZPR i SB za pomocą Lecha Wałęsy. Gdyby to było dzieło ściśle artystyczne powiedziałbym, że każdy ma prawo wymyśleć cokolwiek mu przyjdzie do głowy. Ale kiedy mówi się, że film odzwierciedla prawdę historyczną, to trzeba stwierdzić, że scenariusz i film na jego podstawie są kłamstwem.
– Dlaczego PO nie doprowadza do odwołania Adamowicza?
– Wystarczy przypomnieć, co było z prezydentem Sopotu Karnowskim. Najpierw Tusk zadeklarował, że Karnowski musi oddać władzę. Później, po „głębokim namyśle”, (gdy się okazało, że Karnowski za dużo wie, bo był skarbnikiem PO), pan premier udzielił mu poparcia i moralny dyskomfort zniknął. Podobnie jest z Adamowiczem. To człowiek od początku wtajemniczony w operacje finansowe Platformy na Wybrzeżu i jak rozumiem, mógłby nie zamknąć ust.
 
Krzysztof Świątek
 
za: Tygodnik Solidarność





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.