O pamięć i prawdę - kibicom KS Polonia Warszawa
data:22 sierpnia 2012     Redaktor: GKut

Kiedy z Gabrielem Maciejewskim otrzymaliśmy zaproszenie, by wystąpić na spotkaniu pod Namiotem Solidarnych na Krakowskim Przedmieściu, potraktowaliśmy to oczywiście jako bardzo poważne wyróżnienie, a przy tym jednak duże wyzwanie. Kwestia wyróżnienia jest oczywista, co do wyzwania, pozwolę sobie na parę słów wyjaśnienia.

      Otóż każdy kto miał okazję choć raz przechodzić obok wspomnianego namiotu w chwili gdy odbywa się tam coś więcej niż tradycyjny protest, wie, że tam przychodzą osoby dla wolnej Polski często znacznie bardziej zasłużone niż Coryllus, czy ja. A więc być tam, to nie byle jakie obciążenie. Jednak jest jeszcze coś. I tu również, każdy kto miał okazję przechodzić obok owego namiotu, tyle że już w dzień zwykły, powszedni, wie, że to jest z jednej strony miejsce w swej egzotyce kompletnie opuszczone, a z drugiej przyciągające – pewnie z powodu tej samej dokładnie egzotyki – ludzi najróżniejszych. Często równie egzotycznych jak ono samo, i to ze wszystkich stron politycznej sceny. No i to, jak sądzę, był fakt stresujący nas jeszcze bardziej.
 
      Kiedy dowiedziałem się od Gabriela, że idziemy pod namiot, ucieszyłem się jednocześnie i struchlałem. Ucieszyłem się z powodów oczywistych, natomiast struchlałem właśnie przez to, że zdawałem sobie sprawę, że przez tego typu demonstrację, wystawiam się na wszelkie możliwe ryzyko. Od tego, że tam najwyżej przyjdzie trzech okolicznych wariatów z trzema okolicznymi prowokatorami, wszyscy nas zwymyślają, oplują, ewentualnie obrzucą papierowymi samolocikami i na tym ten występ się skończy. Z drugiej strony Gabriel, jak to on, od razu zapewnił mnie, że nie ma się o co martwić, bo jest szansa że z 30 do 40 osób przyjdzie, a my sobie z pewnością poradzimy. I to już będzie sukces. Szczególnie w porównaniu z niedawnym występem w tym samym właśnie miejscu Ewy Stankiewicz z Markiem Chodakiewiczem.
Nastroje się zmieniały. Albo Gabriel tłumaczył, że sami bez niczyjej pomocy jesteśmy siłą i damy radę, albo od osób współorganizujących spotkanie, słyszałem, że wszystkie znaczące prawicowe media, kiedy się dowiedziały, że chodzi o mnie i Coryllusa, odmówiły współpracy, polegającej choćby na tym, by poinformować o spotkaniu. Dodatkowo jeszcze słynny prawicowy gwiazdor i autorytet Aleksander Ścios, zerwał współpracę z wszystkimi, którzy mają coś wspólnego z samym Coryllusem. A zatem, wiadomo było, ze po raz kolejny jesteśmy tylko my i nasi czytelnicy. Tylko oni i my.
No i spotkanie się odbyło. I muszę od razu powiedziec, że pomijając ów żałośnie żenujący fakt, że ja jak zwykle parę razy ze wzruszenia się pobeczałem, wszystko odbyło się wedle zapowiedzi Gabriela, lub jeszcze lepiej. Przede wszystkim – osobiście kilka razy osobiście wszystkich policzyłem – liczba uczestników spotkania wahała się między 60 a 80. Nikt ani nas nie obrażał, ani na nas nie pluł, ani nie wykorzystywał do klasycznej antyprawicowych prowokacji. Wśród obecnych były osoby w bardzo różnym wieku, i sądząc po wyglądzie – wiem, że to nie wypada, ale kiedy nie ma innych narzędzi, to pozostaje tylko owo „face value” – o najróżniejszym społecznym statusie. Co ciekawe, widziałem ludzi, którzy ewidentnie o spotkaniu wcześniej nie słyszeli, ale zatrzymywali się i nas z zaciekawieniem słuchali. Tyle ode mnie na ten temat, resztę będzie można w najbliższych dniach obejrzeć na stronie solidarni2010.pl.
 
      A ja już tylko, tradycyjnie, chciałbym, prosić o chwilę refleksji. Na pytanie, które było tematem spotkania, mianowicie „Co dalej?”, odpowiedziałem, najszczerzej jak potrafiłem, że ponieważ ani nie mamy na nic wielkiego wpływu, ani nie znamy przyszłości, choćby w skali kilku najbliższych godzin, jedyne co nam pozostaje, to, zgodnie z zaleceniem Herberta, być wiernym i iść. Dawać świadectwo, głosić prawdę i być wiernym. Iść. Ale żeby to czynić naprawdę uczciwie, musimy mieć w sobie ten ogień, którego tak wielu z nas brakuje. Trochę niepotrzebnie, znaczną część spotkania, poświeciliśmy analizie postaw prezentowanych przez czołowych prawicowych dziennikarzy, którzy, wedle mojego rozeznania, nie niosą ani prawdy, ani nawet ognia. Niepotrzebnie, bo tak naprawdę oni wcale nie są najważniejsi. Te same pretensje, które kierujemy do nich, moglibyśmy kierować do polityków, czy zwykłych ciężko pracujących na życie Polaków. Pretensje o brak tego ognia. Gadaliśmy o tym nieszczęsnym Ziemkiewiczu i Semce, i – chwała Bogu – udało mi się przynajmniej niemal rzutem na taśmę wspomnieć, że to nie o nich najbardziej chodzi. I to nie oni mają być dla nas przykładem. Przykładem bowiem są dla nas ludzie, którzy tak licznie, w to piękne sierpniowe popołudnie przyszli pod ten namiot, żeby posłuchać opowieści dwóch skromnych całkowicie samotnych blogerów. Bo to oni właśnie niosą ten ogień.
 
      Proszę sobie wyobrazić, że już po spotkaniu podszedł do mnie zupełnie mi nieznany, młodszy dużo ode mnie człowiek, jak się okazuje najprawdziwszy kibol związany z klubem Polonia Warszawa, i na pamiątkę spotkania wręczył mi pamiątkowy album, którzy przyjaciele Polonii wydali na setne urodziny swojego klubu. Przeglądam ten skromny album i znów chce mi się płakać. Bo wprawdzie wiem, że tam nie ma za grosz polityki, ale ten ogień poraża. Zwyczajnie poraża. On poraża tak bardzo, że dopiero teraz widać, czego tamci, co się na nas czają za rogiem, najbardziej się boją.
Muszę się pochwalić czymś jeszcze. Otóż również już po spotkaniu, okazało się Solidarni2010 przyznali mi piękny krzyż z orłem nazwany jak należy „Prawda i pamięć”. Chodzi o to, że oni uznali, że robiąc to co robię, służę prawdzie i pamięci. Ktoś dziś mi tłumaczy, że ten krzyż to nie przypadek i nicnieznaczący gest pojedynczego czytelnika, ale bardzo poważne wyróżnienie, przysługujące tylko niektórym. I jestem bardzo wzruszony. Ściskam więc w ręku tego orzełka na krzyżu, a jednocześnie jednak wracam myślą do kibiców Polonii Warszawa, i jestem pewien, że ci wszyscy działacze Solidarnych2010, którzy stali za decyzją przyznania swojego przepięknego wyróżnienia akurat blogerowi Toyahowi, doskonale mnie i moje emocje rozumieją.
Toyah.pl
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.