Prawica osierociła "pokolenie reformy"
data:21 sierpnia 2012     Redaktor: pawel

To prawicy powinno zależeć na tym, aby młodzi ludzie mieli prawdziwą, niedającą się okiełznać chęć samodzielnego politycznego myślenia o państwie i jego podmiotowości. Tego nie osiąga się z mównicy sejmowej albo podczas wieców politycznych.

 
 
Dla istnienia i rozwoju państwa bardzo istotnym elementem jest odpowiedzialność międzypokoleniowa. Praca jednego pokolenia z myślą o przyszłym. Ta zależność jest czymś naturalnym i niezaprzeczalnie dobrym. Taka relacja, w skali mikro - rodzina czy w skali makro - naród, pozwala na bezpieczny byt oraz rozwój jednostki  a także całej wspólnoty.
 
W tym kontekście bardzo krzywdzące są oskarżenia kierowane pod adresem młodych ludzi z roczników 1986 – 1991 i nie tylko, których nazywa się zwykle lemingami, straconym pokoleniem, a nawet odbiera się im prawo do bycia Polakami.
 
Jak się postrzega obecną młodzież z czynnym prawem wyborczym? Powszechnie o tych ludziach mówi się, że są nastawieni na konsumpcję, indywidualizm, ich celem w życiu jest kariera oraz dobrobyt materialny. Z dużą łatwością, często w pakiecie, dodaje się, że są obojętni a nawet negatywnie nastawieni do tradycji, nie interesuje ich sytuacja społeczno-polityczna. Pomijam już zepsucie moralne, brak kultury, brak wiedzy, a w szczególności tej o historii Polski.
 
W mojej ocenie jest to krzywdzące! Najbardziej w tym wszystkim denerwujący jest fakt, że tego typu opinie wygłaszają ludzie, którzy byli odpowiedzialni za wychowanie tych młodych Polaków. To oskarżyciele przygotowywali, kreowali rzeczywistość, w której kolejne pokolenia miały dorastać, a następnie funkcjonować.
 
W jakiej rzeczywistości dojrzewało to obecne, młode pokolenie? Otóż był to czas upadku legendy Solidarności i autorytetów, czas zawiedzionych nadziei, systematycznego zmniejszania się autorytetu Kościoła. W konsekwencji ludzie, będący wówczas rodzicami lub którymi zaraz mieli się nimi stać, tracili wiarę w instytucję państwa. W coraz mniejszym stopniu interesowali się przemianami politycznymi. Regularne oddzielanie się w sferze emocjonalnej obywateli od państwa i postępująca obojętność w stosunku do Polski, jako państwa nadającemu prawa i obowiązki każdemu obywatelowi, a także obojętność wobec instytucji państwowych i reprezentantów narodu, spowodowało powszechne myślenie o Polsce i o swoim narodzie jako „dziadowskim”.
 
Niestety, Polska okazała się być dziadowska. Tak dziadowska jak elity, które ją tworzyły, niezależnie od tego, czy prawicowe, czy lewicowe. Jedynie lewica zasługuje na pochwałę, ponieważ idealnie zagospodarowała coś, co prawica oddała bez walki (chyba uznając, że ważniejsze są kolejne zdobyte miejsca w parlamencie): dusze i serca polaków, które zdobyto tanim kiczem kultury masowej i pojęciem nowoczesności, czyli od disco polo do „Krytyki Politycznej”.
 
To wszystko jednak jest niczym w porównaniu do zła, jakie wyrządziła reforma edukacyjna. Pozwalam sobie na tak skrajną ocenę, ponieważ na własnej skórze doświadczyłem „dobrodziejstw” wspomnianej reformy. W powszechnej opinii reforma z 1999 roku zabiła samodzielność i kreatywność młodych ludzi. Przygotowania do egzaminów maturalnych w większości sprowadzały się do dostosowywania swojego myślenia do myślenia autora klucza egzaminacyjnego. Ani możliwość, ani tym bardziej przymus, do wykrzesania z siebie indywidualnego myślenia, kreatywności i spożytkowania wiedzy ogólnej, nie istniały. Co trzy lata uczeń był przesuwany z miejsca na miejsce i jedyne, co miał osiągnąć, to odpowiednią liczbę punktów.
 
Jeśli człowiek przez 3 lata gimnazjum, 3 lata liceum i 5 lat studiów nie był uczony albo choćby zachęcany do samoorganizacji, odpowiedzialności za siebie, jeśli przez te wszystkie lata każdy dostawał mniejszy lub większy kawałek tortu prawie za darmo, to teraz, kiedy trzeba o coś zawalczyć, pokazać się, rozepchać, stworzyć coś swojego od podstaw, pojawia się problem. Po pierwsze, taki człowiek potrafi obniżyć swoje ambicje i zawiesić indywidualne myślenie, bo takowe nie były premiowane na żadnym etapie edukacji. Po drugie, w momentach trudnych, kiedy trzeba zawalczyć o swoje, to zwyczajnie, jak nasi piłkarze, zaczynamy mieć „miękkie nogi”, spalamy się i mówimy sobie: „Polacy, nic się nie stało”.
 
Polska prawica jest w lwiej części winna takiej sytuacji. Lewicowym środowiskom, zogniskowanym w okolicach dawnego aparatu państwowego lub w miejscach, gdzie doszło do „cudownego” pojednania się opozycji z czerwonymi, zależało na „wyprodukowaniu” obywateli bez własnych idei, które mogłyby być odpowiedzią na rzeczywistość i kierunkiem naprawy tej rzeczywistości.
 
To prawicy powinno zależeć na tym, aby młodzi ludzie mieli prawdziwą, niedającą się okiełznać chęć samodzielnego politycznego myślenia o państwie i jego podmiotowości. Tego nie osiąga się z mównicy sejmowej albo podczas wieców politycznych. Taki stan świadomości i aktywności młodych ludzi osiąga się poprzez pracę społeczną, poprzez nowoczesne kanały informacyjne, kulturowe. Brak wsparcia dla wyrażania niepodległościowych i wolnościowych idei w sztuce, muzyce, literaturze i innych dziedzinach szeroko pojętego życia kulturalnego, doprowadził do totalnego odseparowania się prawicy od młodych ludzi. Polska prawica nie zrobiła tego, co zrobiła elita budująca II RP, czyli nie odrobiła lekcji z nowoczesności. Jedyne, co miała do zaoferowania, to idee, którymi - w bardzo zbliżonej formie - żyła II RP a które były wypaczone w ciągu półwiecza komunizmu i które nie trafiały do dorastających obywateli. To nie świadczy o tym, że idee II RP są nieaktualne, ale trzeba potrafić je umiejętnie osadzić w otaczającej rzeczywistości.
 
Takim sposobem prawica osierociła „pokolenie reformy” i przegrała, a raczej skapitulowała, w walce o dusze wszystkich Polaków. To nawet nie jest walka ideowa między lewicą a prawicą. Lewica nie oferuje niczego konstruktywnego, czegoś, co ma budować jakąś wspólnotę, a czego każdy młody człowiek pragnie. To, co prezentuje lewica, doskonale opisuje hasło Jerzego Owsiaka „Róbta, co chceta”, a to jest pociągające dla młodego człowieka jedynie do chwili, kiedy zacznie odczuwać pierwsze oznaki nadchodzącego kaca. Właśnie dlatego pokolenie tzw. lemingów odczuwa bezideowość swoich czasów, która to strasznie mu przeszkadza. Dlatego proponuję starszej części prawicowej społeczności wstrzemięźliwość w osądach i szybki rachunek sumienia, bo to Wy zostaliście oszukani i sami siebie zawiedliście. Więc nie przebierajcie się za Żołnierzy Wyklętych, nie kopiujcie Dmowskiego, Piłsudskiego, ale sami stwórzcie coś nowego, niepowtarzalnego, co byłoby odpowiedzią na problemy współczesnej Polski. Coś, co będzie odpowiadało wyzwaniom teraźniejszości i dawało szansę na lepszą przyszłość. Jeśli sami nie jesteście w stanie tego zrobić, to stwórzcie warunki, przestrzeń, w której zrobić to będą mogli młodzi!
 
Wojtek Majsner





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.