BEZ KORZENI? - Br. Ruciński
data:17 września 2011     Redaktor: Barbara Chojnacka

Jak możesz być kimś, jeśli jesteś znikąd?

MB
BEZ  KORZENI?


Jak możesz być kimś, jeśli jesteś znikąd?

W "Małym Księciu" napotkany na pustyni
kwiat tak mówi o ludziach: "Nie mogą sobie
znaleźć miejsca. Wiatr nimi miota. Nie mają
korzeni."

Na trawniku w ruchliwym punkcie miasta, przebudził się po jakiejś ciężkiej pijatyce młody mężczyzna nie wyglądający wcale na notorycznego pijaka. Ubranie, mimo opłakanego stanu, wyglądało na luksusowe. Siedział i rozglądał się, jakby w amnezji. ? "Skąd ja się tu wziąłem?" ? zapytał bezmiernie zdziwiony. Zaczął szukać portfela...Nie znalazł. Zaklął.

- "Ja nawet nie pamiętam, jak się nazywam! Może ktoś mi powie?" Przechodnie mijali go pospiesznie. A on złapał się za głowę w geście rozpaczy, jął płakać i bełkotać: "I gdzie ja mam teraz pójść? Gdzie jest mój dom, ludzie!!!" I tak powtarzał w kółko te pytania, nie mogąc sobie w ogóle nic przypomnieć. W końcu zaczął się przyglądać spieszącym się przechodniom i mamrotać pod nosem: "A wy wiecie, kim jesteście? Na pewno? Same z was ogłupiałe pesele , nipy i piny... I gdzie tak pędzicie bez sensu? Nie widzicie drugiego człowieka? Jacy z was ludzie? Jesteście jak roboty!"
*
lilie_127_550

Człowiek bez korzeni, to właśnie ktoś, kto nie potrafi określić swojego pochodzenia, przodków, wyznania, tradycji, obyczajów, ideałów, wartości? Jest jak ktoś, komu urwała się taśma, jak bezdomny kundel bez rodowodu, bez imienia i bez pana, któremu służy, bez budy i podwórka, którego strzeże. Taki ktoś pobiegnie za byle kim, kto na niego gwizdnie, nazwie go choćby "Niemój", rzuci jakiś ochłap, da kawałek budy. I kundel będzie przeszczęśliwy do czasu, gdy się go pozbędą. I znów będzie niczyj?
*
lilie_128_550

Trudno nie zauważyć, że od kilkudziesięciu lat mamy do czynienia z systematycznym i metodycznym wykorzenianiem ludzi. Z czego? - Z historii własnego narodu, z dziejów swojej społeczności, z rodzinnej i religijnej wspólnoty, z tradycji i obyczajów, z wysokiej kultury, a nawet z poczucia rzeczywistości. Wierność ukazuje się jako zniewolenie, tradycję jako zaściankowość, więź z Kościołem jako parafiańszczyznę, patriotyzm jako nacjonalizm, pobożność jako zacofany obskurantyzm. Stosuje się to szczególnie wobec młodzieży ? z natury kontestującej świat dorosłych i wychylonej w przyszłość. Takie wykorzenione stada łatwo potem ogłupić byle sloganem, byle wrzaskiem, byle rozrywką, byle towarem, byle magią, byle spędem, byle pogańskim kultem? Tak się tworzy byle-człowieka, który nie ma z kogo być dumnym, nie ma żadnych świętości, nie ma do kogo dorastać, nie ma kogo kochać, nie ma za kogo umierać.
*
lilie_131_550

Od dziecka miał ksywę Niki. Tak nazwali go rodzice, którzy zresztą nigdy nie brali ślubu, bo i po co, wyznawali kult wolności ponad wszystko. Oboje byli kiedyś hipisami, wierzyli w wolną miłość i w halucynogenne raje, a najlepsze wspomnienia mieli z koncertów rockowych i jakichś powtórek Woodstocku. Niki nawet nie wiedział czy jest synem swojego ojca, bo wierności w tym związku nie uznawano. Nie znał ani swoich babć, ani dziadków. Swoistą "rodzinę" stanowili dla niego harleyowcy, ale znał ich tylko z ich przezwisk. Gdy dorastał,  taki był jego świat, jego religia, jego sposób na życie. Wychowywany do "luzu" dość wcześnie spróbował narkotyków, erotyki, alkoholu i wcale od nich nie stronił. Wielu rówieśników nawet mu tego zazdrościło ? tego luzu bez granic.

lilie_133_550

Któregoś dnia dołączył do "marszu równości", bo pociągała go "zadyma". Zaczął coś wywrzaskiwać o nietolerancji, homofobii?I wtedy wywiązała się szarpanina, potem bijatyka.
On pierwszy ruszył, by "przyłożyć prawiczkom", ale nagle pochwyciło go kilku dryblasów i pociągnęło na jakieś podwórko. Poczuł najpierw kopniaki, a potem już nic. Gdy otworzył oczy, klęczała przy nim jakaś harcerka. ? "Dzięki Bogu, żyjesz!" ? usłyszał. Przez komórkę wezwała pogotowie, a tymczasem delikatnie wycierała mu białą chustką pokrwawioną twarz. Pojechała z nim do szpitala. Zapytała o adres, rodziców. ?
"Moi gdzieś wybyli ? parsknął ? wiesz, u nas taki luz?"
Na to ona: "A dziadek, babcia?"
Znów próbował żartem: "Nieobecni i nieznani. Pewnie ich uśpiono."

lilie_136_550

Po kilku godzinach wypisano go ze szpitala, z zaleceniem dalszej obserwacji. Dziewczyna znów zadzwoniła i ściągnęła dwóch swoich braci. Zabrali go do ich domu. Kiedy tam się znalazł i rozejrzał, nie bardzo wiedział, gdzie jest. Duże mieszkanie ze starymi meblami. Mnóstwo książek ? starych i nowych, na ścianach obrazy i portrety ludzi już nie z tej epoki. Niektórzy w mundurach, z odznaczeniami. Na wszystkich twarzach malowało się coś, czego on nie znał, a co miała na twarzy również ta dziewczyna ? jakaś powaga, duma, jasne spojrzenie? -
"Jak ci na imię?" ? zagadnęła.
"Niki. Niki i tyle."
Ona wyciągnęła do niego rękę i powiedziała: "Mnie na imię Aniela".
"A co wy tu macie, jakieś muzeum martyrologii?" ? zapytał Niki z lekką drwiną.
"Nie, to nasi przodkowie ? wyjaśniła Aniela. Tu jest mój pradziadek, służył w Legionach, poległ w obronie Warszawy w 1920 roku. To jego bratanek ? walczył w 1939 z Sowietami, zginął w łagrach. A to prababcia Konstancja ? profesor historii. Podczas wojny prowadziła tajne wykłady dla AK-owców, cudem uniknęła Oświęcimia. A to dalszy kuzyn, ksiądz Kasjan, kapelan AK podczas Powstania?"
Niki słuchał, ale trochę się pogubił. Nie znosił historii, nazywał ją "wywoływaniem duchów", ale Aniela opowiadała o tych ludziach tak, jakby oni żyli? tutaj, w nich samych, w rodzinnych wspomnieniach.
"Gdzieś ty się taka uchowała?" ? zapytał.
"U nas wszyscy są tacy ? odparła. ? Za godzinę zejdzie się reszta rodziny i przyjaciele domu. Dziś 17 września, wiesz? Kilkoro naszych krewnych wtedy zginęło?"
Niki nie wiedział, co się wtedy wydarzyło, a głupio mu było pytać.. Kiedy zaczęli się schodzić goście, kilka razy się uszczypnął, bo myślał, że to sen, że takich ludzi teraz nie ma, a przynajmniej on ich nigdy nie spotkał. Wyprostowani, uprzejmi, mówiący językiem tak innym niż on, że nie wiedział, jak im odpowiadać. Na szczęście Aniela była blisko.

lilie_139_550

Wreszcie kilka osób wyciągnęło instrumenty muzyczne. Nestor rodziny dał znak, by wszyscy wstali. I wtedy zabrzmiał hymn. Niki poczuł, jakby coś mu stanęło w gardle. Innym razem ryknąłby śmiechem, ale tu coś niezwykłego wisiało w powietrzu, widniało na ścianach, na twarzach tych ludzi, tak, że i on wstał, ku własnemu zdziwieniu. Po chwili wszyscy usiedli i zaczęli snuć wspomnienia, dla niego tak bardzo egzotyczne, choć słyszał polskie nazwy, nazwiska, miejscowości, daty? Aniela siedziała zasłuchana, zerkając co i raz na niego, uradowana, że i on może posłuchać tych opowieści.
Niki poczuł się tak, jakby ktoś otworzył przed nim nieznany świat, świat jak z legendy i poruszył w sercu strunę, której istnienia sam nie podejrzewał.
Kiedy goście wyszli po północy, siedział wciąż oszołomiony. Gdy Aniela pościeliła mu w gościnnym pokoju, i przyszła mu powiedzieć dobranoc, odezwał się:
"Wiesz, dzisiaj poczułem się nikim. Pajacem na latawcu bez sznurka? Ja nie mam nic i nikogo, kto by mi coś takiego przypomniał, postawił na baczność, zaśpiewał? Mnie tu u was świat stanął na głowie, wiesz?"
Aniela uśmiechnęła się: "Na nogach, Niki, na nogach, kiedy złapałeś równowagę podczas hymnu. Tak trzymaj, dobranoc!"
*

sam_1027_550

"Wierność korzeniom oznacza umiejętność budowania organicznej więzi między odwiecznymi wartościami, które tylekroć sprawdziły się w historii, a wyzwaniami współczesnego świata, między wiarą a kulturą, między Ewangelią i życiem."
(Jan Paweł II)


brat Tadeusz Ruciński










Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.